autorka: Anna Cymer

3 lipca 2017 roku władze Warszawy ogłosiły międzynarodowy konkurs na koncepcję funkcjonalno-przestrzenną Placu Centralnego. Wbrew pozorom nie jest to próba ingerencji w wygląd Nowej Huty, a szukanie wizji dla… Placu Defilad. Czy ten konkurs ma szansę zdjąć „klątwę”, powodującą, że główny plac w stolicy od ponad 70 lat pozostaje niezagospodarowany?

„Klątwa Stalina” - niektórzy w ten sposób usprawiedliwiają fakt, że choć zmieniały się ustroje, władze, style w architekturze i trendy w urbanistyce, położony w sercu Warszawy Plac Defilad od siedmiu dekad nie doczekał się spójnej wizji i nadal użytkowany jest w sposób przypadkowy i chaotyczny. To prawdziwy fenomen, że nie znaleziono wciąż pomysłu na tę przestrzeń, nie udało się jej nawet skomercjalizować! W mieście, w którym śródmiejskie grunty osiągają astronomiczne ceny, a o wolne działki deweloperzy toczą boje, 24 hektary w najlepszej lokalizacji pozostają puste.

Widok Placu Defilad od strony wschodniej, fot. mat.prasoweWidok Placu Defilad od strony wschodniej, fot. mat.prasowe

Do 1939 roku teren dziś zajmowany przez Plac był jednym z najgęściej zabudowanych obszarów Warszawy, centrum miasta, wypełnionym geometryczną siatką ulic: Pańskiej, Wielkiej, Śliskiej, Zielnej, Siennej, Złotej i Chmielnej. W czasie powstania warszawskiego większość z kamienic, domów, sklepów, jakie wypełniały ten obszar została zburzona lub uszkodzona. Po zakończeniu wojny Warszawiacy wrócili do tych ruin, na własną rękę je doprowadzając do „stanu używalności”, jednak we wrześniu 1951 roku (sama idea zrodziła się dwa lata wcześniej) Bolesław Bierut i władze KC PZPR podjęli decyzję, by centralne miejsce stolicy oddać do dyspozycji architektom radzieckim i pozwolić im zbudować „Dar Stalina i ZSRR” – Pałac Kultury i Nauki. Kilka miesięcy później rozpoczęły się pierwsze prace budowlane. Zniknęły nie tylko ocalałe mury kamienic, ale i ulice. „Przestrzeń wokół Pałacu Kultury i Nauki, zawarta między ulicami: Marszałkowską, Alejami Jerozolimskimi, Świętokrzyską i przedłużeniem ulicy Emilii Plater, winna być skomponowana tak, aby Pałac monument znalazł się w sytuacji takiej, dla jakiej był zaprojektowany – w sytuacji gmachu wolnostojącego. Na przestrzeni tej nie należy więc poza PKiN wprowadzać żadnej zabudowy” – tak brzmiała najważniejsza wytyczna, jaką od Sekretariatu KC PZPR otrzymali architekci. I – jak widać – udało się utrzymać ją w mocy po dziś dzień.

Pałac Kultury i Nauki wraz z Placem Defilad, 1964-65 fot. Z.Siemaszko/NACPałac Kultury i Nauki wraz z Placem Defilad, 1964-65 fot. Z.Siemaszko/NAC

Już wiosną 1953 roku zespół w składzie: Józef Sigalin, Eugeniusz Wierzbicki, Wacław Kłyszewski, Jerzy Mokrzyński, Bolesław Kosecki, Jan Knothe, Jan Bogusławski, Bogdan Gniewski, Zygmunt Stępiński, Jan Pełka, Kazimierz Marczewski i Stanisław Rychłowski opracował pierwszą koncepcję układu placu wokół Pałacu Kultury. Wszystkie warianty projektowe zakładały podział placu na cztery części, dwie parkowe, plac przed Salą Kongresową oraz najważniejszą, reprezentacyjną od strony Marszałkowskiej. To tu stanęła Trybuna Honorowa, tu też – na osi Pałacu – miał stanąć monumentalny pomnik Józefa Stalina (nigdy nie powstał). Teren wokół Pałacu Kultury i Nauki pierwotnie miał się nazywać Plac PKiN. W 1953 roku przemianowano go na Plac Stalina, ale już rok później zaczęto używać funkcjonującej do dziś nazwy Plac Defilad (mimo że ostatnia z nich odbyła się tu w 1956 roku; znacznie dłużej pojawiały się tu Pochody Pierwszomajowe). Przez kolejne dekady wokół Placu Defilad rosło miasto (powstała Ściana Wschodnia, wieżowce wzdłuż Świętokrzyskiej, remontowano kamienice w Alejach Jerozolimskich), a sam Plac nie zmieniał się. Przechodził za to do historii jako teren ważnych wydarzeń. To tu w październiku 1956 roku kilkaset tysięcy ludzi wysłuchało przemówienia Władysława Gomułki, potępiającego stalinizm i obiecującego demokratyzację życia. Tu też 31 lat później w pobliżu Trybuny Honorowej stanął ołtarz, z którego mszę odprawił Jan Paweł II.

Wszystko zaczęło się zmieniać po 1989 roku. Można powiedzieć, że Plac Defilad odzyskał wtedy swoją centralną rolę, bo to tu zaczęła rozwijać się na nowo polska przedsiębiorczość. Najpierw rozkładane na ziemi ceraty i łóżka polowe, później metalowe „szczęki”, a w nich pierwsi biznesmeni wprowadzali w Polsce kapitalizm. Plac zamienił się w gigantyczne targowisko, które przez lata było największą i lubianą przez Warszawiaków „galerią handlową”. Przez pewien czas na Placu działało też wesołe miasteczko Cricoland (później przeniosło się w okolice Placu Zawiszy), które jedni uznawali za zwykłe miejsce rozrywki, inni za symbol tamtych zwariowanych czasów.

Jakby niezależnie od wielkich urbanistycznych wizji, jakie już na początku lat 90. zaczęły się tworzyć dla Placu Defilad, miejsce to cały czas rozwijało się po swojemu. Bazar pełen „szczęk” zastąpiły pasiaste, blaszane hale handlowe, a wyłożony granitem teren przed nimi zamienił się w gigantyczny parking. Od strony Emilii Plater Plac był ogromną „jadłodajnią”, serwującą przez całą dobę zapiekanki, hamburgery, oranżadę, piwo. Tuż obok Sali Kongresowej stał legendarny „Barobus”, znany każdemu, kto choć raz przechodził tamtędy nocą. Niewiele nawet w tym układzie zmieniła rozbiórka hal targowych w 2009 roku (przy jej okazji doszło do regularnej bitwy pomiędzy kupcami a komornikiem, policją i firma ochroniarską) – Plac do dziś zajmują tymczasowe budki (z jedzeniem, książkami, piwem), parkingi oraz „niewidzialny” (bo nie ma kasy, rozkładu, tabliczki z oznaczeniem) dworzec dla prywatnych busów, zjeżdżających tu z wielu stron Polski.

Plac Defilad żyje w dwóch wymiarach. Z jednej strony jest miejscem nieustannych „oddolnych” działań, prywatnych inicjatyw i interesów, bo tu się toczy zwykłe, szare życie Warszawy; z drugiej jest wciąż niezrealizowaną ambicją i marzeniem władz stolicy (niezależnie od opcji politycznej), by powstała tu nowa, całą dobę tętniąca życiem, nowoczesna, bogata, dostępna dla każdego dzielnica, której będą nam zazdrościć i Londyn, i Nowy Jork i która jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamieni Warszawę w super-nowoczesną światową metropolię.

W 1992 roku rozstrzygnięto pierwszy konkurs architektoniczny na zagospodarowanie Placu Defilad. Wygrała go propozycja Andrzeja Skopińskiego i Bartłomieja Biełyszewa, którzy w bezpośrednim sąsiedztwie PKiN postanowili zbudować wieniec z 200-metrowych wieżowców o zróżnicowanych kształtach, resztę działki wypełniając niższą zabudową. Na całym terenie miałby też być odtworzona przedwojenna siatka ulic. Jednak w pierwszej połowie lat 90. mało kto oceniał ów projekt merytorycznie – dominowały głosy o konieczności wyburzenia Pałacu Kultury (ówczesny prezydent Warszawy bronił się przed tym brakiem pieniędzy). Od tamtej pory powstało co najmniej kilkanaście planów dla Placu Defilad. Większość z nich była mutacjami propozycji z 1992 roku Skopińskiego i Biełyszewa. Mimo że powstała ona w czasach, gdy PKiN był wciąż znienawidzonym i niechcianym darem zniewalającego Polskę reżimu, a dziś jest zabytkiem, wizja „ukrycia” Pałacu wśród wieżowców ma wciąż spore grono zwolenników.

Jeszcze ciekawsze jest przypomnienie sobie, co urzędnicy mówili o projektach dla Placu Defilad. Większość była bowiem przedstawiana jako będące „tuż przed realizacją”, właściwie gotowe i zatwierdzone. W 2000 roku tygodnik Wprost cytował ówczesnego prezydenta Warszawy, Pawła Piskorskiego: „W ciągu najbliższych lat pl. Defilad stanie się centrum kulturalno-rozrywkowym godnym naszego miasta”. Kandydujący na prezydenta Warszawy Lech Kaczyński w 2002 roku jednym z głównych haseł swojej kampanii wyborczej uczynił obietnicę, że na koniec kadencji (a więc w 2006 roku) pozostawi po sobie zabudowany Plac Defilad. Jesienią 2005 roku plan urbanistyczno-architektoniczny podobno był gotowy: „Warszawa wkrótce będzie miała prawdziwe centrum. Wokół PKiN wyrośnie city z betonu i szkła. Zniknie wyspa wyrwana pół wieku temu z tkanki miasta. Na mapę stolicy wróci siatka przedwojennych ulic. Będzie dom towarowy dla polskich kupców, dla młodych artystów Muzeum Sztuki Współczesnej, a dla wszystkich – Agora Warszawska, plac spacerowy, miejsce imprez masowych” – mówił wtedy tygodnikowi „Polityka” ówczesny Naczelny Architekt Miasta, Michał Borowski.

Muzeum Sztuki Nowoczesnej, proj. Christian Kerez, 2007 r.Muzeum Sztuki Nowoczesnej, proj. Christian Kerez, 2007 r.

W 2007 roku rozstrzygnięto konkurs architektoniczny na gmach Muzeum Sztuki Nowoczesnej, który miałby stanąć na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej, stając się nie tylko kontrą dla zdobnego Pałacu Kultury, ale i miejscem „miastotwórczym”, wprowadzającym życie (kulturalne) na Plac Defilad. Mimo kontrowersji, jakie przez wiele miesięcy gromadziły się wokół zwycięskiej wizji Christiana Kereza, Ratusz utrzymywał, że MSN powstanie zgodnie z terminarzem. Co więcej, ówczesny plan obok muzeum uwzględniał też nową, elegancką i szklaną siedzibę Kupieckich Domów Towarowych (czyli handlowców z dawnych blaszanych hal) oraz symetryczny do budynku MSN gmach - centrum muzyczne z salami koncertowymi. Już wiemy, że po latach bojów i skandali projekt Kereza trafił do śmietnika, a teraz północno-wschodnią część Placu Defilad mają zająć dwa gmachy – MSN i teatru TR Warszawa, zaprojektowane przez amerykańskiego architekta, Thomasa Phifera (oczywiście istnieją one tylko w formie papierowych projektów).

W 2008 roku Hanna Gronkiewicz-Waltz, przedstawiając swój projekt dla Placu Defilad była już gotowa wysyłać do parku Świętokrzyskiego drwali: „Zabudowa w parku Świętokrzyskim stanie. Nie wiem jeszcze, jak będzie intensywna, ale rejon skrzyżowania Emilii Plater i Świętokrzyskiej jest zbyt cenny, by rosły tam tylko drzewa”, mówiła Gazecie Stołecznej. Zimą 2008 roku pojawił się cztery kolejne, „oficjalne” i „prawie ostateczne” wersje projektu dla Placu. Ten najbardziej forsowany przez Ratusz zakładał powstanie czterech wież od strony ul. Emilii Plater i niższej, 8-kondygnacyjnej zabudowy od Marszałkowskiej. Jednak współpracujący wtedy z Ratuszem Andrzej Skopiński i Bartłomiej Biełyszew nie bardzo chcieli się przyznać do autorstwa tej wizji (istniało podejrzenie, że projekt obmyślili sami urzędnicy). To niesamowite, jak szybko zmieniają się mody i poglądy – dziś wizja wycięcia śródmiejskiego parku pod wieżowce trochę nie mieści się w głowie.

Zagospodarowanie Placu Defilad nie może się odbyć bez ostatecznego rozwiązania kwestii roszczeń do gruntów – przy samym tylko projekcie siedziby Muzeum Sztuki Nowoczesnej na przestrzeni lat ratusz kilka razy musiał rozwiązywać sporne kwestie ze spadkobiercami (lub raczej właścicielami roszczeń) do maleńkich kawałków terenu dzisiejszego Placu. Skutkiem dzikiej reprywatyzacji, trwającej od lat w stolicy, jest też koszmarna, tymczasowa zabudowa narożnika Placu przy skrzyżowaniu ulic Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. Tu prywatny właściciel niewielkiego terenu – choć nie może zbudować nic trwałego – zarabia, ustawiając tu budki i stragany z wyglądu jeszcze gorsze od tych, które pamiętamy z lat 90. Oszpecenie jednego z najważniejszych punktów miasta odbywa się w majestacie prawa.

Nawet uchwalenie w 2010 roku planu zagospodarowania przestrzennego dla Placu Defilad -mapa.um.warszawa.pl/mapaApp/dane/Plany/Srodmiescie/9.07_plan.pdf - dokument arcyważny dla tego obszaru, regulujący jego zabudowę i stanowiący bazę do planowania tu inwestycji - nie okazało się okazją do debaty na temat tej okolicy. Plan zakłada powstanie wysokościowców od strony Alei Jerozolimskich oraz ulicy Emilii Plater, uzupełnionej niewielką ilością zielni, pasażami pieszymi, miejskimi bulwarami. Poza usługami czy siedzibami instytucji plan dopuszcza tu także zabudowę mieszkaniową. Zapisano w nim także obecność pawilonu „Emilia”, który ma zostać „odbudowany” przy północnej fasadzie Pałacu Kultury, od strony Parku Świętokrzyskiego.

Plac Defilad – to nie tylko źródło kontrowersji i urzędniczych udręk. To także niezwykle inspirująca przestrzeń, która często staje się polem eksperymentów dla młodych architektów i urbanistów. W 2016 roku cała edycja znanego przeglądu wizji dla Warszawy - „FUTUWAWA” futuwawa.pl/patrz_na_plac-authors-pl-mode_8.html?m=0 - była poświęcona Placowi Defilad. Na hasło „Patrz na Plac” na przegląd nadesłano kilkadziesiąt bardzo zróżnicowanych koncepcji tego, jak Plac mógłby służyć mieszkańcom. Rok wcześniej, przy okazji festiwalu „Warszawa w Budowie” studenci ze szwajcarskiej Szkoły Architektury, Dizajnu i Inżynierii Cywilnej ZHAW w Winterthur opracowali swoją wizję zabudowy tego terenu (uczestnicy przeglądu FUTUWAWA widzieli Plac Defilad raczej jako otwartą przestrzeń, Szwajcarzy widzieli tu raczej tradycyjną zabudowę, choć znacznie niższą od Pałacu Kultury).

Wizualizacja pracy konkursowej "Plac Oddechu", autorzy Patrycja Stołtny, Michał Sapko, źródło: FutuwawaWizualizacja pracy konkursowej "Plac Oddechu", autorzy Patrycja Stołtny, Michał Sapko, źródło: Futuwawa

Ogłoszenie przez władze Warszawy konkurs na projekt zagospodarowania „Placu Centralnego” - to znak, że ostatecznie zmieniła się polityka względem tego terenu. Teraz nie jest on już widziany jako całość – duża przestrzeń, nadająca się pod komercyjną zabudowę. Obok budynków muzeum i teatru ma teraz powstać miejski plac: „Celem konkursu jest wybór najlepszych pod względem programowym, przestrzennym, funkcjonalnym i architektonicznym koncepcji urbanistyczno-architektoniczno-krajobrazowych dla przestrzeni publicznej Placu Centralnego, który powstanie z części Placu Defilad położonej przed wejściem głównym do Pałacu Kultury i Nauki a ulicą Marszałkowską. Projekt konkursowy musi uwzględniać ogólnopolski, regionalny i lokalny wymiar przyszłego placu jako atrakcyjnego miejsca dla różnorodnych form aktywności: od zwykłego przechodzenia przez plac, przez indywidualne spędzanie czasu, aż po imprezy masowe. Ważnym elementem zadania konkursowego jest znalezienie właściwych relacji pomiędzy zapewnieniem dogodnych warunków przyszłego użytkowania a uwzględnieniem dziedzictwa historii miejsca. W opinii wielu mieszkańców, Plac Centralny zaplanowany na początku XXI wieku jako duża przestrzeń otwarta, nie powinien być pozbawiony zieleni” - czytamy w regulaminie konkursu.

Budynki Muzeum Sztuki Nowoczesnej i teatru TR Warszawa, proj. Thomasa PhiferaBudynki Muzeum Sztuki Nowoczesnej i teatru TR Warszawa, proj. Thomasa Phifera

Powodem ogłoszenia konkursu były kontrowersje, jakie wzbudził przedstawiony w 2015 roku przez Thomasa Phifera szkic terenu wokół dwóch gmachów kultury. Wtedy wiele negatywnych ocen spotkało wizualizacje z przerażająco pustym, wybetonowanym obszarem obok muzeum i teatru (o konsultacje społeczne w sprawie zagospodarowania tego terenu walczyło m.in. stowarzyszenie Miasto jest Nasze). Choć na realizację obu budowli się na razie nie zanosi (procedura wydawania pozwolenia na budowę od listopada 2016 roku jest wstrzymana), teraz jednak mamy poznać pomysły na to, jak mógłby wyglądać plac na osi głównego wejścia do Pałacu Kultury. O ile sam pomysł konkursu na projekt tego terenu nie jest zły (choć szkoda, że wcześniej nie zapytano mieszkańców Warszawy, co w tym miejscu najbardziej by chcieli zobaczyć – konsultacje są planowane po I etapie konkursu, a będą bazować na wybranych przez jury projektach), zagadkowa wydaje się decyzja o nazwaniu wydzielonego obszaru „Placem Centralnym”. Nawet jeśli nie każdemu nasuwa ona na myśl główny plac Nowej Huty, jest nazwą obcą w Warszawie, nie kojarzącą się ani z Pałacem Kultury, ani Placem Defilad. Skoro pozostała część terenu wokół PKiN ma być zabudowana, dlaczego plac z Trybuną Honorową, położony na osi głównego wejścia do Pałacu nie mógł zachować swojej nazwy, znanej doskonale każdemu nie tylko w Warszawie? Czy to chęć zatarcia pamięci po nadanej temu miejscu w 1954 roku nazwy? Dlaczego podjęto taką decyzję w zaciszu gabinetów? Czy mieszkańcy Warszawy, dla których Plac Defilad jest jednym z najważniejszych punktów orientacyjnych w mieście mają mieć odgórnie narzuconą nową nazwę dla tego miejsca? Niestety takie myśli przychodzą na myśl, mimo zapewnień Marleny Happach o tym, że „Tworzymy nowy plac z nową nazwą po to, by podkreślić różnicę między wielkim placem Defilad a tą powierzchnią, która powstanie po zbudowaniu Muzeum Sztuki Nowoczesnej i Teatru Rozmaitości”.

Uczestnicy konkursu na wizje dla Placu Centralnego prace projektowe  składali do 24 października 2017 roku. Pierwszy etap konkursu zakończył się wybraniem przez jury pięciu najciekawszych propozycji. Te przez cały listopad poddawane będą społecznym konsultacjom, które odbywają się przy okazji kolejnej edycji festiwalu „Warszawa w Budowie” (w tym roku w całości poświęconego Placowi Defilad właśnie). Po publicznej debacie na temat wybranych wizji zostanie nagrodzona jedna – której autorzy zostaną zaproszeni do negocjacji z inwestorem – władzami miasta. Czy optymistycznie rysowana przez Ratusz wizja najbliższej przyszłości Placu Defilad wreszcie się spełni, czy dołączy do katalogu płomiennych i nigdy nie zrealizowanych deklaracji poprzednich władz? Dyrekcja MSN zapewnia, że siedziby muzeum i teatru będą gotowe w 2020 roku. Plac Centralny powinien powstać razem z nimi. Choć pod budowę nie wbito jeszcze żadnej łopaty, to właśnie te części Placu Defilad powinny według harmonogramu powstać w pierwszej kolejności. Czy tak się stanie? Mimo najlepszych chęci trudno nie mieć obaw. W 2018 roku odbędą się w Polsce wybory samorządowe – szanse na to, że w stołecznym ratuszu zmieni się nie tylko obsada personalna, ale i opcja polityczna, na dziś wydaje się całkiem spora. Czy jeśli tak się stanie budowa MSN, TR Warszawa i Placu znów zostanie schowana do szuflady? Czy „klątwa Stalina” będzie trwać?

autorka: Anna Cymer

historyczka architektury, zajmuje się głównie architekturą nowoczesną i najnowszą. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w 2017 roku nakładem wydawnictwa Centrum Architektury ukaże się jej książka o polskiej architekturze drugiej połowy XX wieku.