autorka: Patrycja Jastrzębska

“Mieszkamy w Polsce źle i drogo. W żadnym z krajów Europy Zachodniej tak duża część ludności nie gnieździ się w mieszkaniach jednoizbowych, w żadnym bodaj kraju mieszkania małe nie są tak przeludnione” - pisał Tadeusz Lechnicki, wiceminister skarbu II RP, we wstępie do katalogu wystawy BGK z 1935 roku. By zaradzić kryzysowi mieszkaniowemu, który dotknął młode państwo polskie i pogłębił się po ogólnoświatowym wielkim kryzysie lat 30., w 1934 roku rząd powołuje Towarzystwo Osiedli Robotniczych.  

źródło: rodkolo2.waw.plźródło: rodkolo2.waw.pl

Spółka ma budować i finansować mieszkania „społecznie najpotrzebniejsze”, czyli takie, na które mogliby sobie pozwolić nawet najbiedniejsi robotnicy. TOR przyjął założenia, które miały jak najbardziej obniżyć koszty budowy mieszkań oraz ich utrzymania. Stwierdzono bowiem, że zbyt wysokie nakłady finansowe na budowę oraz zbyt duży metraż mieszkań sprawiały, że nie trafiały one do najbardziej potrzebującej warstwy społecznej, gdyż robotników zwyczajnie nie było na nie stać.

 Nie chciano powtórzyć błędu Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Tam w pierwszej kolonii jedynie niewielki procent mieszkań trafił do rodzin robotniczych ze względu na zbyt wysoki koszt użytkowania mieszkań o większym metrażu. Przyjęto zatem maksymalną powierzchnię mieszkań TOR-u: w blokach do 36 m kw., a w domach jednorodzinnych - do 42 m kw. Dzisiaj standardy te wydają się niedorzeczne - szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę, że mieszkania były zasiedlone przez rodziny wielodzietne - sześcio-, siedmio- i ośmioosobowe, a nawet większe. Standard życia przeciętnego obywatela w II RP jednak znacznie odbiegał od dzisiejszych norm.

Paryż Północy?

Sytuacja mieszkaniowa w Warszawie na tle innych dużych miast Polski wyglądała źle. Około 1915 roku na jeden budynek mieszkalny przypadało 95 osób, podczas gdy w innych miastach wskaźnik ten był o połowę niższy. Wpływ na przeludnienie stolicy miało z pewnością tkwienie przez lata w “żelaznym uścisku” Twierdzy Warszawa - system fortyfikacji uniemożliwiał powiększanie się miasta. Dopiero włączenie nowych dzielnic do Warszawy w 1916 roku miało nieco poprawić te statystyki.

Warunki życia przeciętnego mieszkańca były złe. Duszne, niedostatecznie doświetlone, jednoizbowe mieszkania w kamienicach z podwórkami-studniami nierzadko zamieszkiwało kilkanaście osób. Bywało jednak jeszcze gorzej. Wiele rodzin gnieździło się w suterenach, gdzie światło słoneczne praktycznie nie docierało i panowała niezdrowa wilgoć. Ci najbiedniejsi trafiali do prowadzonych przez magistrat schronisk dla bezdomnych, bądź też mieszkali w samodzielnie skleconych “domach” z dykty, kamieni i desek.

Kanalizację posiadało tylko około 15% mieszkań robotniczych. Na Woli jedynie 25% mieszkań wyposażonych było w ubikacje. Nierzadko za pięknymi fasadami kamienic kryła się nędza dnia codziennego warszawskiego robotnika. Mit Warszawy jako “Paryża Północy” pryska jak bańka mydlana w zderzeniu ze statystykami i prowadzonymi ówcześnie badaniami.

fot. Patrycja Jastrzębskafot. Patrycja Jastrzębska

 Zdrowe mieszkania

Prezes TOR-u Jan Strzelecki doskonale wiedział, że aby reforma mieszkaniowa się udała i mieszkania faktycznie trafiły do najbiedniejszych warstw społecznych, należy obniżyć niektóre standardy, nie zapominając jednak o najważniejszych elementach nowych domów. Te miały być słoneczne, ze swobodną cyrkulacją powietrza oraz dostępem do zieleni. Krótko mówiąc: miały to być zdrowe mieszkania.

Strzelecki w ostrych słowach odpierał pojawiające się zarzuty wobec prowadzonej inwestycji: "Nie ulega wątpliwości, że poziom mieszkań, które buduje Towarzystwo Osiedli Robotniczych, jest może nieco za niski, jeżeli chodzi o wymagania i zdolności płatnicze śmietanki arystokracji finansowej proletariatu, nie ulega natomiast żadnej wątpliwości, że gdyby Towarzystwo Osiedli Robotniczych było w stanie zaopatrzyć wszystkich robotników w Polsce w takie mieszkania, jakie buduje, to, aczkolwiek nie zrealizowałoby marzeń Żeromskiego o szklanych domach, bardzo wysoko podniosłoby dzisiejszy poziom mieszkań ogółu robotników, a to jest właśnie jego zadaniem“.

źródło: "Korzenie miasta" tom V, Jerzy Kasprzycki / blok mieszkalny na osiedlu Koło, źródło: Narodowe Archiwum Cyfroweźródło: "Korzenie miasta" tom V, Jerzy Kasprzycki / blok mieszkalny na osiedlu Koło, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

TOR przywiązywał także wagę do statusu działek, na których budował bloki. Miały to być tereny o uregulowanym statusie, skanalizowane, zelektryfikowane oraz z dogodną komunikacją. Przyjęto założenie, że miejsce pracy powinno być oddalone o nie więcej niż 3 km od domu, a jednocześnie działki, na których miały powstać nowe inwestycje mieszkaniowe, nie powinny się znajdować zbyt blisko fabryk. Niewielki metraż mieszkań miała rekompensować przestrzeń wspólna, gdzie mieszkańcy mogli się integrować oraz spędzać czas - miło i pożytecznie.

Efekty wdrożenia takich założeń widać na przykładzie Osiedla TOR na Kole - największej własnej realizacji spółki. Powstało 20 trzykondygnacyjnych bloków, w których znalazło się prawie tysiąc mieszkań przeznaczonych dla 4,5 tys. osób. Dla inwestycji wybrano tereny słabo zabudowane - inkorporowane w 1916 roku do Warszawy - niedaleko ulicy Księcia Janusza, wzdłuż ulicy Obozowej. Lokalizacja ta miała jeszcze jedną ważną zaletę - na teren doprowadzono wszelkie uzbrojenia, gdyż sąsiadował z parcelami nowo powstałych domów na wystawę Banku Gospodarstwa Krajowego, która odbyła się w maju 1935 roku. Kilka miesięcy później ruszyła budowa nowoczesnego osiedla dla robotników.

 Polskie echa karty ateńskiej

Projekt osiedla TOR powstał już w 1934, czyli rok po przyjęciu Karty Ateńskiej - słynnego dokumentu określającego wzorce nowoczesnego, funkcjonalistycznego planowania miast. Spośród polskich modernistów w kongresie wzięli udział m.in. Helena i Szymon Syrkusowie czy Roman Piotrowski, który rok później miał zaprojektować osiedle TOR na Kole (we współpracy z Kazimierzem Lichtensteinem, Aleksandrem Brzozowskim oraz Zdzisławem Szulcem).

 Wytyczne zawarte w dokumencie z pewnością wpłynęły na założenie osiedla. Piotrowski, podobnie jak Syrkusowie, wywodził się z lewicowego ugrupowania artystycznego PREASENS, które współtworzyły takie architektoniczne sławy jak: Bohdan Lachert, Józef Szanajca oraz Barbara i Stanisław Brukalscy. Jego członkowie skupieni wokół idei funkcjonalizmu głosili hasło:  "frontem do słońca, a nie do rynsztoka".

 Aby je zrealizować w nowym osiedlu, Piotrowski przyjął nietypowe rozwiązanie. Usytuował bloki grzebieniowo - bokiem do ulicy Obozowej, która była główną osią i ulicą komunikacyjną osiedla (po raz pierwszy taki układ zastosowano w osiedlu WSM Rakowiec). W ten sposób zapewniono optymalne doświetlenie mieszkań (dzięki usytuowaniu wschód-zachód), dobrą cyrkulację powietrza oraz ograniczenie hałasu ulicznego (może nie od aut, ale na pewno od tramwajów). Przestrzenie między blokami tworzyły podwórka, na których zaprojektowano zieleń. Każde z nich pełniło określone funkcje, np. gospodarcze (z altaną śmietnikową i trzepakiem) czy placu zabaw z piaskownicą dla dzieci.

Obozowa, Kolonia I, rzut, źródło: "Dom, osiedle, mieszkanie"Obozowa, Kolonia I, rzut, źródło: "Dom, osiedle, mieszkanie"

 W pierwszym etapie wybudowano 10 domów z 540 mieszkaniami między ulicami Obozową i Bolecha. Trójkondygnacyjne bloki miały układ korytarzowy. Ich prostą formę urozmaicał łącznik wykończony cegłą klinkierową. Pod nim znajdowało się przejście, które - dzięki analogicznemu umieszczeniu w pozostałych blokach - tworzyło wewnętrzny układ komunikacyjny. Rozwiązanie to zostało uznane za innowacyjne. Stworzyło bowiem osiedlową, kameralną uliczkę chętnie pokazywaną w prasie tamtego czasu na zdjęciach.

źródło: "Warszawa nowoczesna", Czesław Olszewski (kopia) / fot. Patrycja Jastrzębskaźródło: "Warszawa nowoczesna", Czesław Olszewski (kopia) / fot. Patrycja Jastrzębska

fot. Patrycja Jastrzębskafot. Patrycja Jastrzębska

 Mieszkanie jak sanatorium

Przeważał typ mieszkań jednopokojowych o powierzchni 32 m kw. z wnęką kuchenną. Większe, usytuowane na krańcach budynku lokale miały dodatkowo jedną małą izbę i oddzielną kuchnię. Wszystkie mieszkania wyposażone były w przedpokój, umywalkę oraz ubikację. Łazienki znajdowały się już w części wspólnej, w łącznikach - na każdą przypadało dziewięć mieszkań. Aby skorzystać z kąpieli, trzeba się było zapisać. Podobnie sytuacja wyglądała z umieszczonymi w części wspólnej pralniami oraz suszarniami na strychach.

Dzięki tym rozwiązaniom inwestor mógł zaoszczędzić na metrażu, co przekładało się na wysokość czynszu. TOR zakładał, że nie powinien on przekroczyć 20-26 zł (przeciętna pensja robotnika wynosiła 200-250 zł). Z uwagi na koszty zrezygnowano z kuchni gazowych na rzecz piecyków na węgiel. Nowoczesnym rozwiązaniem było wprowadzenie szaf wnękowych oraz okien biegnących przez niemal całą ścianę mieszkania. Dla biednych robotników mieszkających wcześniej w ciemnych suterenach lokal na osiedlu TOR był jak wygrana w totka. “To nie były mieszkania, a sanatoria!” - wspominał jeden z pierwszych mieszkańców osiedla w ankiecie przeprowadzonej przez pracowników TOR-u.

Obozowa, Kolonia Koło, rzut mieszkania, źródło: "Dom, osiedle, mieszkanie"Obozowa, Kolonia Koło, rzut mieszkania, źródło: "Dom, osiedle, mieszkanie"

Nic dziwnego, że chętnych na TOR-owskie mieszkania nie brakowało. Na jedno lokum było aż 6 chętnych. Spółka zatrudniła więc ankieterów, którzy mieli zweryfikować, kto z zainteresowanych najbardziej potrzebuje nowego mieszkania.

Szczęśliwcy mogli się wprowadzić do nowych mieszkań już w 1937 roku. Dokładnie 19 grudnia o godzinie 11 odbyło się uroczyste otwarcie i poświęcenie osiedla. Uczestniczyli w nim wysocy rangą urzędnicy: wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski, prezes Banku Gospodarstwa Krajowego oraz córka Stefana Żeromskiego, którego imieniem nazwano osiedle. Fragmenty powieści „Przedwiośnie” zawierającego wizję szklanych domów odczytał Aleksander Zelwerowicz. Marzenie o nowej, lepszej rzeczywistości dla polskiego robotnika miało się spełniać w postaci bloków przy ulicy Obozowej, które z dzisiejszej perspektywy nie budzą większych emocji - a już szczególnie tych pozytywnych.

Wnętrza, źródło: "Dom, osiedle, mieszkanie"Wnętrza, źródło: "Dom, osiedle, mieszkanie"

Higiena życia

Emocji na ogół nie budzi obecnie również Dom Kultury usytuowany po południowej stronie Obozowej przy ulicy Deotymy. Przy bliższym oglądzie doceniamy jednak walory tej modernistycznej architektury. Prosta forma została urozmaicona wykończeniem elewacji - okładziną ceramiczną w odcieniu żółtym skontrastowaną z ciemną. W przyziemiu wejścia do budynku zastosowano wybitnie modernistyczne, wsparte na słupach, podcienia. Ciekawie rozwiązano elewację południową - użyto w niej wielkoporządkowych słupów, które nadają tej architekturze wyraz monumentalizmu. Zadbano także o otoczenie budynku, projektując zieleń oraz małą architekturę. Do tej pory zachowały się kamienne elementy - murki wyznaczające alejki oraz porządkujące przestrzeń.

W chwili powstania w 1937 roku obiekt ten został nazwany Domem Społecznym. Był to ważny element całego założenia - to tutaj miało się dopełniać życie mieszkańców osiedla. Zdrowe mieszkanie, które postulowali architekci i twórcy TOR-u, wymagało zachowania higieny życia. Miał ją gwarantować m.in. program społeczny ośrodka.

Kolonia Koło II, Dom społeczny, źródło: "Warszawa nowoczesna", Czesław Olszewski / fot. Patrycja JastrzębskaKolonia Koło II, Dom społeczny, źródło: "Warszawa nowoczesna", Czesław Olszewski / fot. Patrycja Jastrzębska

Blok mieszkaniowy na osiedlu Koło, źródło: Narodowe Archiwum CyfroweBlok mieszkaniowy na osiedlu Koło, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Życie z ciasnych lokali miało przenosić się do przestrzeni wspólnych. W Domu Społecznym umieszczono salę widowiskową, ośrodek zdrowia, gabinet dentystyczny, instytucję “Kropla Mleka”, bibliotekę oraz przedszkole. W przyziemiach budynku znalazło się także miejsce na pomieszczenie warsztatowe.

Ważnym elementem misji wychowawczej było położenie nacisku na społeczne inicjatywy integrujące mieszkańców, a także pobudzające do dbania o przestrzeń wspólną. Pod oknami bloków umieszczono nawet uchwyty na donice - w miesiącach cieplejszych, przed wojną, kolonia niemal tonęła w kwiatach.

Osiedle miało być prawie samowystarczalne. W parterach narożnych budynków umieszczono sklepy: spożywczy, mięsny oraz warzywny. Ponadto znalazły się tutaj pracownie krawiecka i szewska, a także urząd pocztowy. TOR Koło miał nawet swoje półkolonie dla dzieci - organizowane one w parterowym budynku wybudowanym w położonym niedaleko Lasku na Kole (do dziś dnia zachowały się fundamenty budynku oraz pozostałości po basenie). Organizowano także zabawy choinkowe oraz rozmaite kółka zainteresowań.

W 1938 ukończono drugi etap budowy osiedla - powstało wtedy kolejnych dziewięć bloków po południowej stronie ulicy Obozowej (niektórzy Dom Społeczny wliczają jako dziesiąty). Domy te miały już inny układ - klatkowy - i były trochę bardziej monotonne. Nie posiadały klinkierowego wykończenia - otynkowano je po prostu na biało. Wszystkie miały po cztery klatki schodowe, a w każdej po cztery mieszkania na każdej z trzech kondygnacji. Tu również znalazły się mieszkania jedno- i dwupokojowe - te większe wyposażono w małe balkony. Podobnie jak w kolonii I pomyślano o pomieszczeniach wspólnych. W piwnicach bloków umieszczono łazienki oraz pralnie, a na strychach suszarnie.

Zadbano także o komunikację - w listopadzie 1937 roku linia tramwajowa, kończąca się dotychczas w okolicach ulicy Wawrzyszewskiej, została przedłużona do pętli na Kole. Odtąd tramwaj sunął po torowisku... obsianym trawą. Dopełnieniem infrastruktury osiedla była wybudowana w latach 1936-37 szkoła powszechna przy ulicy Ożarowskiej. Budynek zaprojektowany przez Marię Wroczyńską i Stanisława Łokcikowskiego otrzymał prostą, modernistyczną bryłę z klinkierowym detalem. Na szczycie budynku umieszczono sgraffito - herb Warszawy z syrenką oraz napis “Miejski Budynek Szkolny”. Detal ten szczęśliwie zachował się i do dziś możemy podziwiać go na obiekcie.

Szkoła, źródło: "Warszawa nowoczesna", Czesław OlszewskiSzkoła, źródło: "Warszawa nowoczesna", Czesław Olszewski

 

 Losy wojenne, powojenne i współczesne osiedla

Życiem wspólnoty zachwiała wojna. 1 września 1939 na blok numer 8 (Obozowa 76) spadła  pierwsza bomba zrzucona na Warszawę przez lotnictwo niemieckie. Zginęło wtedy 29 osób - ofiary upamiętnia  tablica pamiątkowa umieszczona na budynku. Samo osiedle w czasie wojny nie ucierpiało za bardzo. Po 1945 roku zaczęli na nie wracać wygnani wcześniej przez Niemców pierwotni właściciele. Do mieszkań dokwaterowywano jednak nowych mieszkańców, często przypadkowych, przyjezdnych. Osiedle coraz bardziej zatracało społeczny charakter. Zanikało poczucie współodpowiedzialności za funkcjonowanie osiedla.

Obozowa 76, wrzesień 1939, źródło: American Geographical Society Library University of Wisconsin Milwaukee Libraries, fot. Harrison Forman przez fotopolska.euObozowa 76, wrzesień 1939, źródło: American Geographical Society Library University of Wisconsin Milwaukee Libraries, fot. Harrison Forman przez fotopolska.eu

Dzisiaj pierwsza wizyta na osiedlu TOR na Kole może rozczarowywać. Bliższy ogląd pozwala jednak docenić rozwiązania, które tu zastosowano. Współczesne osiedla rządzą się już inną logiką - logiką pieniądza. Zdarza się, że inwestorzy budują domy w szczerym polu, nie martwiąc się o infrastrukturę. Porządna droga, dobra komunikacja, przedszkole, szkoła, nie wspominając nawet o domu kultury - to wszystko mieszkańcy sami muszą sobie wywalczyć, gdyż deweloper umywa od tego ręce. Idea mieszkalnictwa społecznego pobrzmiewa już tylko w takich przedwojennych realizacjach jak WSM na Żoliborzu, na Rakowcu, osiedlu TOR na Grochowie czy właśnie na Kole.

 fot. Patrycja Jastrzębskafot. Patrycja Jastrzębska

autorka: Patrycja Jastrzębska

Autorka inicjatywy, założycielka strony na Facebooku „Tu było, tu stało”. Historyczka sztuki, absolwentka Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego. Animatorka kultury działająca w obszarze dziedzictwa architektonicznego oraz przestrzeni miejskiej Warszawy. Prezeska Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Mazowieckiej MASŁAW.