Warszawa nie jest wyraźnie kojarzona z budownictwem awangardowym. Wiązać to można m.in. ze zniszczeniami po 1944 r.. Albumy przedstawiające miasto przed zagładą najczęściej pokazują Śródmieście oraz obiekty zabytkowe, ujmując nowoczesną architekturą w niedużych rozdziałach i kilku,kilkunastu fotografiach. Zważywszy na ogromną liczbę ostańców, należałoby dokonać zasadniczej weryfikacji i zmian w polityce konserwatorskiej oraz badaniu i promocji warszawskiego modernizmu. Bez rozpowszechniania wiedzy oraz popularyzacji architektury i sztuki, dziedzictwo nowoczesnego budownictwa pozostanie zagrożone przez wiele czynników wynikających ze współczesnej działalności ludzkiej oraz wieloletniego użytkowania. Powyższa sytuacja nie została zapoczątkowana w ostatnich latach. Jest w dużej mierze wynikiem wielu perturbacji i zaniedbań, sięgających czasów rozwoju polskiego modernizmu w dwudziestoleciu międzywojennym.
Dom Szustrow, ul. Dworkowa 9, 4.08.2016, fot. Mateusz M Opasiński/Tu było, tu stało
Nieśmiałe początki
W myśl wielkich i światłych idei, architektura awangardowa stać się miała powszechnym i uniwersalnym językiem projektowania, jednocześnie również sposobem tworzenia taniego i masowego budownictwa o wysokim standardzie funkcjonalnym. Koncepcje formułowane przez LeCorbusiera, Miesa van der Rohe bądź Waltera Gropiusa znajdowały urzeczywistnienie w pierwszych nowoczesnych realizacjach pojedynczych domów oraz całych osiedli (np. osiedla Dammerstock, Kiefhoek).
Awangardowa architektura, sztuka i kultura docierały z krajów ościennych do odradzającej się Polski powoli przenikając do przestrzeni życia codziennego. Poza niewielką grupą akademików i dojrzałych twórców, pionierami polskiej nowoczesności stali się w większości młodzi architekci, pierwsi absolwenci Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Małżeństwa Syrkusów, Brukalskich, Piotrowskich jak i zespoły Lacherta, Szanajcy czy Siennickiego z Pniewskim należały do wąskiego grona piewców awangardy nad Wisłą. Rok 1926 możemy uznawać za czas przełomu oraz introdukcji awangardy. Wtedy to powstała grupa architektoniczna "Praesens" oraz Stowarzyszenie Architektów Polskich. W tym samym roku zorganizowano także dwie wystawy architektury nowoczesnej w ”Zachęcie".
Mimo wielu względów faworyzujących nową stylistykę jako lepsze i bardziej ekonomiczne rozwiązanie problemów polityki przestrzennej, modernizm nie rozprzestrzeniał się w takim tempie jak w krajach ościennych. W przestrzeni "codziennej" miast dominowały style akademicki oraz dworkowy, mocno zakorzenione w polskiej tradycji budowlanej. Ostatnie lata dekady naznaczyły pierwsze realizacje awangardowych twórców. Wznoszone projekty były najczęściej domami własnymi (domy Lacherta na Katowickiej oraz Brukalskich przy Niegolewskiego), zleceniami od zamożnych znajomych (np. nieistniejąca Willa Szyllerów przy Wale Miedzeszyńskim), bądź ostrożnymi inwestycjami spółdzielni mieszkaniowych (np. Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej).
Willa Szyllerów, ul. Wał Miedzeszyński 756, fot. nieznany/IS PAN
Lex Wedel
Okres pomiędzy 1926 a 1933 r. naznaczony był stałym rozwojem zasięgu nowoczesnej architektury. Początkowe lata cechowała koniunktura, więc wiele nowych spółdzielni mieszkaniowych podejmowało się budowy własnych bloków, tworząc zręby nowej Ochoty lub Żoliborza, bądź zmieniając oblicze "gorszych" dzielnic, jak na Powiślu i Solcu. W 1928 wprowadzono nowe, jednolite prawo budowlane, zabraniając m.in. budowy oficyn i podwórek - studni. Przepisy po raz pierwszy definiowały również powierzchnię zabudowy jako procent powierzchni parceli. Określano maksymalny współczynnik a nie wymiary, dzięki czemu zaczęły powstawać duże dziedzińce, wypełnione zielenią i nasłonecznione.
Mimo bardzo poważnej recesji spowodowanej Wielkim Kryzysem po roku 1929, rozwój architektury nie ustał całkowicie. Warszawski modernizm prawdopodobnie w bardzo dużym stopniu zawdzięcza swoje przetrwanie i dalszy rozwój państwowej inicjatywie (np. Biuro Projektów ZUS), kredytom bankowym BGK dla nielicznych spółdzielni oraz realizacjom budynków urzędowych, wojskowych i użyteczności publicznej. Znaczące zmiany w przestrzeni miasta zapoczątkowało wprowadzenie w życie tzw. "Lex Wedel", w marcu 1933 roku. Ustawa o ulgach dla nowych wznoszonych domów, obiektów handlu i przemysłu stanowić miała zachętę dla prywatnych inwestorów, aby lokowali fundusze w budowę domów, gwarantujących stałe wpływy z mieszkań na wynajem. Już po kilku miesiącach na ulicach Warszawy i innych miast zaczęły wyrastać nowe kamienice i bloki, wznoszone w coraz większej ilości, sięgającej liczby prawie tysiąca domów rocznie.
Kamienica firmy "J Hurwicz", ul. Grzybowska 73, fot. Grzegorz. Mika
Modernistyczny boom budowlany
W drugiej połowie dekady nastąpiło rozpowszechnienie stylistyki modernistycznej. Nowoczesne budynki realizowano już nie tylko dla bogatych inwestorów prywatnych, lecz coraz częściej także dla przedstawicieli tzw. "klasy średniej" - przedsiębiorców, reprezentantów wolnych zawodów, wysokich urzędników, a nawet co bogatszych rzemieślników. Korzystne kredyty bankowe umożliwiały wielu rodzinom budowę choćby najprostszego domu własnego. Proste detale, geometryczne formy, widne mieszkania, brak gipsowych detali. Wymienione cechy były, wśród wielu innych względów, kluczowe dla rozpowszechnienia nowoczesnej stylistyki. Modernistyczne i "modernizujące" budynki nie wymagały stosowania gipsowych dekoracji czy też wysokich dachów spadzistych. Prosta stylistyka umożliwiała tańszą realizację budowy, czyniąc awangardę zjawiskiem powszechnym. Urbanizacja warszawskich przedmieść odbywała się w bardzo dużym tempie. W przeciągu jednego, dwóch sezonów budowlanych powstawały całe pierzeje i kwartały nowej zabudowy. Bardzo często domy stawały dosłownie "pośrodku pola", przy ulicach starannie wytyczonych na planach szczegółowych Zarządu Miasta. Świadectwem wielkiego boomu są dzisiaj tysiące ocalałych budynków, z których wartościowe mogą być liczone setkami. Przykłady stylistyki modernistycznej odnajdujemy nieraz nawet w tak odległych dzielnicach jak Ursus, Rembertów czy mokotowski Służewiec. Dla wielu "Kowalskich" przedwojennej Warszawy, wzięcie kredytu i zakup najmniejszej nawet (własnej) parceli było wielkim krokiem naprzód i wstępem do wyprowadzki z zadymionego i ciasnego Śródmieścia. Dzięki państwowemu interwencjonizmowi oraz architektom wierzącym w zmiany społeczne, kształtowane techniką, modernistyczna awangarda stawała się zjawiskiem powszechnym w przededniu katastrofy wojennej. Wiadomym było, że nie każda kamienica jest niczym Dom Wedla i nie każda willa dorównuje domom Saskiej Kępy, jednakże na terenie stolicy i przedmieść pojawiały się dziesiątki i setki nowoczesnych domów, kształtujących powszechny obraz warszawskiego modernizmu.
Dom przy ul. Dolnej 24, fot. Grzegorz. Mika
Ocalić od zniszczenia
Od tamtego okresu minęło przeszło siedemdziesiąt pięć lat. Architektura Dwudziestolecia Międzywojennego w znacznie większym stopniu ocalała z pożogi w 1944 niż tradycyjnie budowane kamienice, również dzięki stosowanym technologiom budowlanym. Dzięki temu, prywatnym właścicielom udało się wyremontować setki domów tuż po wojnie, zanim dokonano całkowitej nacjonalizacji. Potem przyszły dekady codziennego użytkowania budynków i komunalnego zaniedbywania, złych remontów albo ich braku. Na kolorowych zdjęciach ulic Warszawy z lat osiemdziesiątych możemy dostrzec całkowicie brudne i zaniedbane budynki. Nieznane i zapomniane perły modernizmu, ukryte w zaułkach i uliczkach stołecznych dzielnic, popadały w ruinę. Z perspektywy setek obiektów, transformacja przełomu lat 80. i 90. nie doprowadziła do rewolucyjnych zmian. Do dnia dzisiejszego setki domów i willi pozostają własnością komunalną. Dodatkowym czynnikiem rzutującym na los przedwojennych "kostek" były braki publikacji popularno-naukowych na ten temat oraz nieświadomość wartości, nierzadko niedostrzegalnych przy pobieżnej ocenie różnych budynków.
Dzisiaj stajemy przed nowymi pytaniami i wyzwaniami dotyczącymi utrzymania, konserwacji i ewentualnej przebudowy setek obiektów modernistycznego dziedzictwa. Kamienice i wille, które nie figurują w rejestrze zabytków, a jednocześnie przedstawiają duże wartości architektoniczne, stają wielokrotnie wobec ryzyka świadomej bądź nie, ale nieudanej rozbudowy, która koniec końców oryginalnej strukturze bardziej szkodzi niż pomaga. Często nawet wpis do Gminnej Ewidencji Zabytków nie chroni oryginalnej struktury architektonicznej. Jednym z najświeższych przykładów takiej sytuacji jest nadbudowa dokonana nad funkcjonalistyczną kamienicą Szustrów na rogu ul. Puławskiej i Dworkowej.
Nadbudowa domu Szustrow, ul. Dworkowa 9, 4.08.2016, fot. Mateusz M Opasiński
Narzędzia prawne Rejestru Zabytków oraz Gminnej Ewidencji Zabytków są bezradne wobec przypadków nieuświadomionego modernizowania obiektów, które nie zostały ujęte w spisach. W wielu przypadkach nawet wpis do ewidencji nie daje wystarczających możliwości ochrony oryginalnej struktury. Często dokonywane są remonty oraz adaptacje, całkowicie niszczące pierwotną kompozycję fasad oraz całych brył.
Dom przy Konduktorskiej 14, fot. Grzegorz. Mika
Modernizm nie jest stylem prostym w utrzymaniu. Projekty przedwojennych elewacji cechowało wyraźne uporządkowanie, inspirowane kompozycjami graficznymi i geometrycznymi. Pasy okien i ścian, licowanie okien ze ścianami pełnymi, nitkowania płaszczyzn ortogonalnymi siatkami, stykanie gzymsów z płytami balkonów, nieznaczne uskoki tektoniki fasad, detale zaokrągleń wnęk okiennych bądź loggi, pasy gzymsów, konsekwentna rytmika podziałów pionowych i poziomych. Wszystkie powyższe atrybuty są jedynie fragmentem długiej listy detali, spotykanych w warszawskich (i nie tylko) kamienicach sprzed 1939 roku. Również same wnętrza mieszkalne oraz przestrzenie wspólne domów pełne są zachowanych oryginalnych detali - posadzek, ślusarki, stolarki okiennej i drzwiowej, okładzin ściennych czy charakterystycznych, pasmowych poręczy.
Wejście do budynku przy ul. Nabielaka 11, fot. Grzegorz. Mika
Promocja i dokumentacja
Wille i domy jednorodzinne stanowią jedne z najbardziej wartościowych ostańców warszawskiego modernizmu. Stanowią także największe wyzwanie dla konserwatorów, zarządców i właścicieli. Po 1933 r. powstały setki budynków wznoszonych zarówno w luksusowych dzielnicach willowych (Wierzbno, Saska Kępa), jak i na dynamicznie rozwijających się peryferiach (Grochów, Bielany, Włochy). Po wojnie wielu właścicieli nie powróciło, inni w świetle nowych praw, w przeciągu kilku lat utracili swój majątek. Duże domy nierzadko dzielono na mieszkania komunalne. Złe zarządzanie i zróżnicowany stan techniczny oraz poziom zmieniających się lokatorów wpłynął przez dekady na zaniedbanie dziesiątków autorskich rezydencji, nierzadko świetnych dzieł architektury. Architektury pozostającej w dużej mierze anonimową, przez co nie odnotowaną w opracowaniach badawczych dotyczących II RP.
Willa przy ul. Lenartowicza 23B, fot. Grzegorz. Mika
Spacerując takimi ulicami jak Barcicka czy Lenartowicza możemy natrafić na wspaniałe przykłady najwyższej próby. Niestety, anonimowość twórców oraz właścicieli powoduje często niską ewaluację wartości architektonicznej, dopuszczając jednocześnie do bardzo znaczących ingerencji w oryginalną strukturę, bądź też rozbiórkę w skrajnych przypadkach. Dlatego tak ważna jest lokalna oraz powszechna promocja modernizmu oraz szeroko zakrojone kwerendy archiwalne.


