Kino Moskwa, fot. Zbyszko Siemaszko/NAC
Powojenna władza hołdowała zasadzie, że film jest najważniejszą ze sztuk. Myśl ta, powtarzana za Włodzimierzem Leninem miała czysto propagandowe podłoże. Cóż bowiem może lepiej trafić do mas niż ruchomy przekaz z dużego ekranu?
Jedni twierdzą, że jako pierwsza z dawnych kin zagrała Polonia przy Marszałkowskiej, inni że Syrena przy Inżynierskiej. W każdym razie oba zaczęły wyświetlać filmy jeszcze 1945 r. Niedługo potem ożyły m.in. słynne Atlantic i Palladium.
Dla władz jednym z priorytetów szybko stało się jednak budowanie całkiem nowej infrastruktury dla kultury. Dla Warszawy przełomowy pod tym względem stał się rok 1950. To wtedy ukończono budowę Prahy i Moskwy.
W imię postępu i pokoju
Pierwsze otwarto kino Praha. Monumentalna bryła po prawej stronie Wisły została zaprojektowana przez Jana Bogusławskiego i Józefa Łowińskiego. Poza kinem, z przestronnym holem i kasami, mieściła lokal gastronomiczny. Sama sala, zgodnie z ówczesnymi standardami była dość duża. Liczyła 580 miejsc, w tym część na balkonie.
Polska Kronika Filmowa, Budowa kina Praha, źródło: repozytorium.fn.org.pl
Prahę poza innowacyjnymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi (gmach osadzono na ruchomych przegubach ze względu na niestabilność gruntów), wyróżniały przede wszystkim dekoracje. Czuwał nad nimi Stanisław Sikora. Rzeźbiarz z Saskiej Kępy stworzył m.in. socrealistyczne płaskorzeźby. Trzy z nich zostały zachowane i do dziś zdobią wnętrze kina, które pod tą samą nazwą powstało w miejscu wyburzonej w 2005 r. Prahy.
Z dawnego kina zachowały się też neony. Od zniszczenia uratował je jeden z robotników pracujących przy rozbiórce budynku. Neony (trzy napisy „kino” i dwa „Praha”) trafiły do Muzeum Neonów. Jeden świeci na kinokawiarni Stacja Falenica.
Nowe kino Praha to zaś minipleks z trzema salami na 555 widzów. Jest częścią sześciokondygnacyjnego budynku biurowo-usługowego. Gdy je otwierano dziesięć lat temu, było pierwszym w Polsce kinem z technologią cyfrową.
Oddajcie kino Moskwa
W miejscu kina Moskwa przy ul. Puławskiej również dziś stoi wysoki biurowiec. Śladem po dawnym obiekcie są lwy – rzeźby autorstwa Józefa Trenarowskiego i słynne na cały świat zdjęcie Chrisa Niedenthala z grudnia 1981 r.
Wyburzenie Moskwy to dla wielu wciąż nieodżałowana strata. Było to najnowocześniejsze i największe kino PRL! Posiadało aż 1200 miejsc, w tym 300 na obszernym balkonie.
Pablopavo „Oddajcie kino Moskwa”, źródło: youtube.pl
Gmach wzniesiono według projektu Kazimierza Marczewskiego i Stefana Putowskiego. Choć początkowo kino miało nazywać się Wieczór, to podobnie jak to przy Jagiellońskiej ostatecznie stało się ukłonem w stronę naszych przyjaciół:
– Życzeniem robotników było, aby dzieło ich rąk nazwane było imieniem stolicy wielkiego kraju socjalizmu, stolicy światowego obozu postępu i pokoju – mówił na otwarciu ówczesny minister kultury i sztuki.
Polska Kronika Filmowa, Kino Moskwa otwarte (odcinek nr 6, czas: 9.02), źródło: youtube.pl
Modelowa metamorfoza
Moskwa była kinem premierowym, w którym gościły najważniejsze festiwale. Z czasem dołączyły do niej Relax z ul. Złotej (budynek wciąż istnieje) i Skarpa z Kopernika (wyburzona). Przez kinooperatorów dawnej Warszawy miejsca te nazywane były „wielką premierową trójką”.
Kino Stolica, fot. Zbyszko Siemaszko/NAC
Kino Iluzjon, fot.: Maciej Czerski, źródło: wmalymkinie.pl
Wielką „architektoniczną czwórką” zaś nazwać można kina, które w połowie ubiegłego wieku zaprojektował Mirosław Piprek. To Ochota, W-Z, Stolica i 1 maj. Wszystkie były wolnostojące i miały charakterystyczne rotundy i/lub falujące dachy.
W Ochocie działa teraz teatr, a 1 maja sklep. W-Z wyburzono. Stolica zaś, jako jedyne tradycyjne kino w Warszawie, doczekała się generalnej modernizacji. W ramach przebudowy z dawnej sali kinowej wydzielono dodatkowo salkę przeglądową na ok 50 miejsc, wbudowano fosę orkiestrową, salę edukacyjną itd. Działa tu Iluzjon, kino Filmoteki Narodowej. To modelowy wręcz przykład metamorfozy kina.
Które kino wybrać?
Iluzjon dało się uchronić przed zakusami inwestorów, dzięki protestom mieszkańców, które pośrednio doprowadziły do objęcia obiektu opieką konserwatorską. To jednak dość rzadki przypadek.
Ostatnio walkę z „naporem inwestycyjnym” przegrała Femina. Choć jeszcze w latach 90. przerobiono ją z kina tradycyjnego na pierwszy multipleks, wartość historyczna tego miejsca sprawiła, że jego likwidacja wzbudziła ogromne społeczne emocje. Było to kino z najdłuższą sceniczną tradycją w Warszawie (przed wojną działało jako teatr). Zdaniem właściciela jednak dziś nierentowne.
Kino Skarpa, 1960, fot. Zbyszko Siemaszko/NAC
Po likwidacji kina Femina, powstał w tym miejscu sklep znanej sieciówki, fot. Mateusz M. Opasiński
Kin tradycyjnych, często jak Femina na ich nieszczęście zlokalizowanych w centralnych, drogich częściach miast wciąż ubywa. W skali kraju to ok 10 procent (średnia lat 2010-2015 wg GUS). Proces ten na szczęście z roku na rok wyhamowuje, szczególnie jeśli zestawi się go z masowym zamykaniem i niszczeniem kin w latach 90., gdy cała kinematografia przechodziła głęboką zapaść.
A jednak w latach 2010–2015 liczba sal projekcyjnych wzrosła niemal o 20 procent, a miejsc na widowni ponad 9 procent. Jak to możliwe?
Chodziliśmy zawsze do kina, reż.: Anna Brzezińska-Czerska
Największy udział w tym wzroście mają minipleksy oraz multipleksy. Choć procentowo stanowią one tylko ok 13 procent kin, to skupiają blisko połowę ogółu miejsc na widowni i przyciągają połowę widzów. Multipleksy generują też największe zyski ze sprzedaży biletów. Jak wynika z badań przeprowadzonych w małych i dużych miastach przez Fundację Obserwatorium bronią tradycyjnych kin jest nie tylko bardziej ambitny repertuar, lecz także oferta programów uzupełniających takich jak spotkania, prelekcje, warsztaty.
Jeśli więc nie chcemy dodawać kolejnego małego kina do mapy „duchów” „Tu było, tu stało”, po prostu zacznijmy je odwiedzać. W końcu kino to statystycznie ulubiona rozrywka kulturalna Polaków, a w Warszawie do wyboru mamy niespełna 30 kin, z czego tylko jedna trzecia to multipleksy.


