autorka: Anna Cymer

Żadna dziedzina architektury nie zmieniła się w Polsce po 1989 roku tak bardzo, jak budownictwo mieszkaniowe. Ta przemiana radykalnie wpłynęła na wygląd miast oraz sposób życia ich mieszkańców.  

 

ul. Kochanowskiego, róg Rudnickiego, fot. Anna Cymer

Choć najsilniej kojarzą się z kapitalizmem, to nie szklane biurowce i kolorowe centra handlowe są najważniejszymi owocami polskiej transformacji ustrojowej. Wysokie obiekty biurowe powstawały także w latach 60. czy 70. – dziś inna jest najwyżej technologia ich budowy. Współczesne centrum handlowe jest natomiast mutacją znanych już przed drugą wojną światową domów towarowych – i w tej kategorii mamy więc do czynienia raczej z ewolucją istniejących wzorów.

Przemiana ustrojowa, polityczna, ekonomiczna, społeczna, jaką przeszła Polska po 1989 roku najsilniejsze piętno odcisnęła na architekturze mieszkaniowej. Ta zmieniła się radykalnie – pod względem wyglądu i charakteru budynków, ich umiejscowienia w mieście czy układów urbanistycznych. Niezwykle ważna jest też zmiana zarówno w dostępie do mieszkań i formie własności, jak i systemie inwestowania w powstawanie bloków. Wydaje się, że w dziedzinie architektury mieszkaniowej po 1989 roku zmieniło się praktycznie wszystko.

 Osiedle Łucka, fot. Patrycja Jastrzębska

Razem z Polską Ludową upadł system inwestowania przez rząd w budownictwo mieszkaniowe. Przez kilka pierwszych powojennych dekad zapewnienie Polkom i Polakom dachu nad głową należało do obowiązków państwa. Można dyskutować, czy wywiązało się z tego w najlepszy możliwy sposób, jednak nie da się zaprzeczyć, że masową budową bloków udało się w drugiej połowie XX wieku poprawić warunki życia ogromnej liczby ludzi (w samych tylko latach 1971 – 1978 wybudowano ponad 2,1 mln mieszkań; wciąż połowa z nas mieszka w domach, wzniesionych w epoce PRL).

Po 1989 roku system publicznych inwestycji w mieszkalnictwo się rozsypał. Budownictwo mieszkaniowe właściwie w jednej chwili przeszło w ręce prywatnych inwestorów. Na początku lat 90. działały jeszcze spółdzielnie mieszkaniowe, później ich znaczenie zostało zmarginalizowane). 

Mieszkania trafiły na rynek, stały się towarem do kupienia lub wynajęcia od prywatnego właściciela. Od połowy lat 80. zdecydowanie poluzowano też regulacje, dotyczące budownictwa jednorodzinnego, które z roku na rok zaczęło zyskiwać na popularności –  średnio od 2002 roku domów jednorodzinnych buduje się rocznie więcej niż mieszkań w budynkach zbiorczych.

Te dwa zjawiska – prywatyzacja budownictwa wielorodzinnego oraz dynamiczny rozwój budownictwa jednorodzinnego – to kluczowe dla polskiej transformacji przemiany w mieszkalnictwie, których skutki widzimy i czujemy do dziś. One ukształtowały nie tylko współczesny rynek mieszkaniowy w Polsce, lecz także zdeterminowały wygląd i rozwój miast, a co za tym idzie wpłynęły na nasz sposób życia. Czy wiązały się też z przemianami stylistycznymi?

 Pasaż Natoliński, fot. Anna Cymer

O ile transformacja ustrojowa przewróciła do góry nogami system finansowania mieszkalnictwa, dostępności i własności mieszkań, o tyle formalne zmiany w tej dziedzinie architektury zaczęły się wcześniej. Tu istotna była zapaść ekonomiczna przełomu lat 70 i 80., a także jej następstwa, przede wszystkim powstanie „Solidarności”. Te zdarzenia przyczyniły się do rozwoju polskiej odmiany postmodernizmu, w którym współgrały ze sobą bunt wobec modernistycznej geometrii i uporządkowania z odrodzeniem się bądź to idei „stylu narodowego” (lub może raczej „swojskiego”), bądź nawiązań do tradycyjnych, historycznych form architektury. Nie bez znaczenia był też upadek monopolu państwa jako dostawcy prefabrykowanych materiałów budowlanych - choć producentów było niewielu, można było w budynkach stosować znów cegłę, drewno, kamień.

Choć w pierwszych latach w „kryzysowym” wydaniu, także w architekturze mieszkaniowej przełomu lat 80. i 90. łatwo zauważyć powrót do bardziej tradycyjnych form oraz do stosowania detalu i koloru. Można to dostrzec w budynkach wielorodzinnych, jednak ozdobność, zróżnicowanie materiałów, faktur i kolorów, eksperymenty w formowaniu brył i łączenia motywów współczesnych i historycznych najpełniej zaistniało w budownictwie jednorodzinnym. Legendarne stały się masowo wypełniające polski krajobraz dworki (czy może raczej „pseudodworki”). Dziesiątki odmian i wariantów inspirowanych „szlacheckością” brył stały się jednym z najważniejszych symboli tej wczesnej, kapitalistycznej wolności, w której prywatni inwestorzy zapragnęli odnieść się do wymarzonych (często wyimaginowanych) ziemiańskich korzeni.

 ul. Flazińskiego, fot. Anna Cymer

Po latach dominacji geometrycznych form prostych i oderwanych od siatki ulic bloków musiał nadejść moment odreagowania. Nowe domy zyskały detal, daszki, attyki, wieżyczki, wykusze, zdobne zwieńczenia i balkony, zaczęto je malować na żywe kolory, a przede wszystkim znów ustawiano je pierzejowo, wzdłuż ulic. Tę architektoniczno – urbanistyczną przemianę doskonale widać,  gdy wędrujemy przez warszawski Ursynów na Kabaty. Budowane od końca lat 70. osiedla na Ursynowie Północnym, mimo że oceniane wysoko i nieprzypominające typowych wielkopłytowych blokowisk, stylistycznie i urbanistycznie mieszczą się w modernistycznej estetce prefabrykowanych przestrzeni mieszkalnych.

Pod koniec lat 80. przestała ona być tak popularna – sam Marek Budzyński, główny autor Ursynowa, zaprojektował tam wówczas kwartały o nowych formach, z pierzejowym układem domów i urozmaiconą architekturą – zespół mieszkaniowy SBM Ursynów przy Herbsta czy Pasaż Ursynowski niedaleko al. Komisji Edukacji Narodowej – to osiedla w nowym stylu, o dynamicznych kształtach domów i zróżnicowanych materiałach wykończeniowych.

Eksplozja form, które dziś uznajemy za kwintesencję architektury epoki transformacji, nastąpiła w 1995 roku, kiedy to uruchomiono metro, a co za tym idzie, pod zabudowę przeznaczona została al. Komisji Edukacji Narodowej. Otoczyły ją domy, które dziś można określić jako miksturę bloków z kamienicami – ustawione pierzejowo, wyposażone w usługowe partery oraz bogaty detal i kolorystykę. To arteria, wiodąca na Kabaty – osiedle marzeń lat 90., zupełnie nowy zespół mieszkaniowy o różniącej się znacząco między sobą zabudowie kwartałowej, z zamkniętymi dziedzińcami, ogródkami  oraz podziemnymi parkingami. Według podobnego schematu budowane były osiedla przy ul. Kochanowskiego na Bielanach czy przy ul. Fieldorfa na Gocławiu.

Na owe czasy kolorowe Kabaty wydawały się architektonicznym cudem, stojącym na przeciwnym biegunie niż szare „szafy do mieszkania” z Chomiczówki czy Bródna. Stały się też pierwszym krokiem ku opracowywaniu nowej wizji osiedla mieszkaniowego, którego aktualne wcielenie możemy oglądać np. w Miasteczku Wilanów. Co ciekawe, pod względem urbanistycznym zachowano większość wypracowanych na Kabatach rozwiązań, jednak stylistycznie nastąpił w nowej architekturze mieszkaniowej swego rodzaju powrót do modernizmu. Kolorowe elewacje z wieżyczkami są już zupełnie niemodne, teraz znów elegancję zapewniają proste, geometryczne kompozycje z subtelnie dawkowanym detalem (sprowadzającym się raczej do różnicowania okładzin elewacyjnych).

Al. Komisji Edukacji Narodowe, fot. Anna Cymer

 Osiedle Pasaż Ursynowski, fot. Anna Cymer

 ul. Wąwozowa, Kabaty, fot. Anna Cymer

 Osiedle SBM Ursynów, fot. Anna Cymer

Bogactwo form budynków mieszkalnych można podziwiać w tzw. plombach, które dzisiaj także można uznać za pamiątkę epoki transformacji. Na budowę plomb – uzupełniających brakujące ciągi zabudowy domy lub kwartały – stać było nawet niewielkich inwestorów (np. małe spółdzielnie). Plomby pozwalały też nadgonić braki w zabudowie we wciąż po wojnie nie odbudowanych do końca dzielnicach (dlatego plomb z lat 80. i 90. najwięcej jest we Wrocławiu, Poznaniu czy Szczecinie). Warszawskie plomby nie epatują szalonymi formami – ta zbudowana przy Grochowskiej 244a przypomina smukłą gotycką wieżę, budowla na rogu Twardej i Siennej zwraca uwagę strzelistymi wieżami na narożu, subtelnością urzeka wyprzedzający swój czas, bo zbudowany jeszcze pod koniec lat 70., dom na rogu Madalińskiego i Kwiatowej, przypominający zwykły blok, w którym jednak ktoś wymieszał okna, a nad niektórymi umieścił „antyczne” tympanony.

 ul. Grochowska, fot. Anna Cymer

Architektura lat 90. szybko się zestarzała – dziś wzbudza uśmiech politowania, a jej obrona jest jeszcze trudniejsza niż w przypadku architektonicznego dziedzictwa PRL. Budownictwo mieszkaniowe tamtego okresu warto jednak znać, bo to wtedy – wśród wieżyczek, daszków, tympanonów i kolorowych tynków – kładzione były podwaliny pod grodzone osiedla na pustkowiu, zamieszkiwane przez obciążonych 30-letnim kredytem hipotecznym wyrobników współczesnego kapitalizmu. Efektowny wygląd domów z lat 90. – to niewątpliwie atrakcyjny temat do debat. Jednak nie on wydaje się najistotniejszy.

„Własność” to słowo – klucz do zrozumienia transformacji w dziedzinie budownictwa mieszkaniowego. Idealizujące własność prywatną przemiany gospodarcze doprowadziły ludzi do przekonania, że tylko posiadanie czegoś na trwałe daje poczucie bezpieczeństwa. Skutkiem tego są zarówno wspomniane kredyty mieszkaniowe, jak i ogrodzone osiedla (odseparowanie od obcych, którzy mogliby zaszkodzić naszej własności) czy urbanistyka łanowa wypełniona otoczonymi murem willami Sprywatyzowanie budownictwa mieszkaniowego, w połączeniu z brakiem planów miejscowych doprowadziły do rozlewania się miast, do budowania osiedli na pozbawionych infrastruktury terenach peryferyjnych – przysłowiowych „polach kapusty”. Bo tam, gdzie ziemia jest tania, zwrot z inwestycji dla dewelopera jest znacznie większy, a przecież inwestorowi zależy na dochodzie, a nie wysokiej jakości urbanistyce.

To w latach 90. formowały się wszystkie urbanistyczne i społeczne problemy, z którymi zmagamy się dziś. Czy ją krytykujemy, czy nas urzeka –, w architekturze mieszkaniowej lat 90. ważna jest forma, ale jeszcze ważniejsza jej polityczna, ekonomiczna i społeczna treść, która ukształtowała obecną rzeczywistość.

 

Artykuł powstał dzięki wsparciu finansowemu m.st. Warszawa.

autorka: Anna Cymer

historyczka architektury, zajmuje się głównie architekturą nowoczesną i najnowszą. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w 2018 roku ukazała się jej książka "Architektura w Polsce 1945-1989".