autorka: Aleksandra Stępień - Dąbrowska

„Mamo, zobacz - ten brzydki hotel”. Przejeżdżaliśmy akurat autobusem koło Hotelu Sobieski i słowa kilkuletniej pasażerki przypomniały mi inną historię. Zapytałam kiedyś oprowadzaną grupę, jakie warszawskie obiekty z lat 90. byliby w stanie wymienić. Poza wspomnianym Sobieskim i gmachem TVP przy ul. Woronicza (notabene, oddanym do użytku dopiero w 2008 roku), nie pojawiły się żadne inne przykłady. Któryś już raz zaczęłam się zastanawiać, jak niewiele wiemy o architekturze tamtej dekady, obracając się stale wokół tych samych skojarzeń i ocen.

Lata 90. bardzo łatwo zaszufladkować jako fabrykę makabrył. Opozycja „ładne–-brzydkie” staje się względem nich podstawowym narzędziem poznawczym, jednocześnie otwierającym i kończącym dyskusję. Tymczasem, sięgając głębiej w historie budynków pierwszych lat warszawskiej transformacji, będziemy umieli w sposób bardziej świadomy (i unikający estetycznych pułapek) odpowiedzieć sobie na pełne dramatyzmu pytania: „czemu to tak wygląda??” i „dlaczego to stoi w tym miejscu??”. Chodzi o to, by spojrzeć szerzej - także w wymiarze topograficznym. Pracując nad przewodnikiem po architekturze Warszawy lat 90., zebrałam informacje o ponad 400 obiektach z niemal wszystkich dzielnic stolicy. Na nasze potrzeby wybrałam sześć trochę mniej oczywistych realizacji, którym warto przyjrzeć się bliżej, jeśli chce się zrozumieć „złożoność i sprzeczność” architektonicznego świata po 1989 roku.

Dom przy Jordanowskiej 2a 1988–-1998, Marek Mierzejewski, fot.A.Stępień-DąbrowskaDom przy Jordanowskiej 2a 1988–-1998, Marek Mierzejewski, fot.A.Stępień-Dąbrowska

Choć dziś niebanalny budynek przy Jordanowskiej pełni funkcje biurowe, pomyślany był jako dom mieszkalny. Inwestorzy chcieli uciec jak najdalej od wizji pałaco-dworku i maksymalnie wykorzystać działkę. Na pierwszy rzut oka dom wygląda jak stworzony z trzech różnych siedzib, ponakładanych jedna na drugą. Całością rządzi funkcjonalność, np. charakterystyczne nawisy wybrano, bo pozwoliły sprytnie zwiększyć przestrzeń użytkową budynku przy zachowaniu wolnego miejsca na zewnątrz.

Równie dużo sprytu trzeba było wykazać, walcząc z niedostatkami rynku budowlanego przełomu lat 80. i 90. Dom przy Jordanowskiej przynosi nam cały szereg historii o tym, jak karkołomna bywała wówczas realizacja marzeń o własnym lokum. Jedna z nich wiąże się z genezą dekoracyjnego zwornika spinającego obie dachowe połacie. Poetyka twórczej wizji? Raczej konieczność doświetlenia górnej kondygnacji oknami pionowymi, bo te dachowe albo w ogóle nie były dostępne, albo kosztowały astronomiczne sumy. Architektoniczne „szaleństwa” dekady często mają bardzo prozaiczne uzasadnienie.

Kompleks mieszkaniowy przy Konstancińskiej 3a, 3b 1993–-1995 Juliusz Marcinowski, Piotr Schneider , fot.A.Stępień-DąbrowskaKompleks mieszkaniowy przy Konstancińskiej 3a, 3b 1993–-1995 Juliusz Marcinowski, Piotr Schneider , fot.A.Stępień-Dąbrowska

Lata 90. to czas realizowania fantazji. Chcesz zamieszkać w pałacu? Wszystko jest możliwe! Między wysokimi punktowcami osiedla na Sadybie skrywa się zaskakująca realizacja. Przypomina postmodernistyczną wersję klasycystycznej Królikarni z całą gamą niby-tympanonów, ni-to-kolumnowych portyków i malowniczych kopuł nad dwukondygnacyjnymi apartamentami. „Pałacowość” była jednym z motywów chętnie eksploatowanych przez architekturę mieszkaniową Warszawy lat 90., a budynki przy Konstancińskiej realizują ten koncept w sposób chyba najciekawszy.

Tworzenie przestrzeni oddziałujących wrażeniem historyczności miało w latach 90. swoje uzasadnienie symboliczne –- chodziło o odzyskanie łączności między teraźniejszością a przeszłością, między obiektem i użytkownikiem (za utratę których winiono modernizm) - oraz całkiem prozaiczne: zgeometryzowany, uproszczony detal bywał rezultatem niedostatków warsztatowych jako schedy po kryzysie architektonicznego rzemiosła w latach 80.

Szkoła Podstawowa nr 343 im. Matki Teresy z Kalkuty Kopcińskiego 7 1992–-1995 Jerzy Grochulski, Marcin Oborski, Stanisław Stefanowicz, Michał Zwoliński, fot.M.Leszczełowski 1Szkoła Podstawowa nr 343 im. Matki Teresy z Kalkuty Kopcińskiego 7 1992–-1995 Jerzy Grochulski, Marcin Oborski, Stanisław Stefanowicz, Michał Zwoliński, fot.M.Leszczełowski 1

Lata 90. powszechnie kojarzą się z kolorystyczną ekstazą. Wściekłe zielenie okiennych obramowań, łososiowe okładziny elewacji i niebieskie dachy były nie tylko rezultatem dostępności konkretnych materiałów, ale i wyraźnym manifestem indywidualizmu. Architektura tego okresu bywa szczególnie narcystyczna. Co ciekawe, wiele z „barwnych” realizacji miało problem ze społeczną akceptacją już w momencie powstania. O kolorach na elewacji Hotelu Sobieski długi czas myślano, że są jedynie próbnikiem przed wybraniem właściwej farby, a projekt przemalowania bloków SM Torwar na intensywne fiolety i zielenie wywołał niesamowite protesty, podczas których architektowi zarzucano m.in. że takie otoczenie prowadzi do chorób psychicznych i może budzić myśli samobójcze.

Projekt szkoły podstawowej przy Kopcińskiego także wywołał społeczny opór. W tym wypadku zupełnie niezasłużenie - kolor jest tu użyty w sposób bardzo świadomy, funkcjonalny i przemawiający do najmłodszego użytkownika. Świetny projekt kameralnego, jasnego wnętrza oddziałuje także dzięki umiejętnemu kontrastowaniu swojskiej cegły i awangardowego turkusu, na jaki pomalowano drzwi do klas, poręcze, obudowy grzejników oraz listwy na ścianach.

Kamienice przy Górnośląskiej 5, 7b 1995–-1997 Bogdan Kulczyński, Tomasz Kuls, fot.A.Stępień-DąbrowskaKamienice przy Górnośląskiej 5, 7b 1995–-1997 Bogdan Kulczyński, Tomasz Kuls, fot.A.Stępień-Dąbrowska

Kamienica przy Górnośląskiej jest jedną z niewielu realizacji z lat 90. podchodzących serio do… idei postmodernistycznego żartu. Czego tu nie ma?! Każdy fragment budynku przynosi nowe architektoniczne niespodzianki. Jeden z narożników kamienicy przenika balkon-płetwa, w drugim najbardziej rzuca się w oczy niby-nadwieszony balkon-kapsuła. Do tego balkony wysuwane jak szuflady, przeszklony łącznik (pierwotnie otwarty), kolorowe balustrady, mostek prowadzący do jednego z wejść i kształt wewnętrznych schodów odwzorowany na jednej ze ścian - ten festiwal form przypomina gloryfikację „nieuporządkowanej witalności”, znaną z postulatów Roberta Venturiego. Żart jest spoiwem dla stosowanych przez Kulczyńskiego i Kulsa czytelnych kodów i swobodnych kolaży. To jeszcze inna droga nawiązywania do architektury historycznej, napędzającego twórcze poszukiwania ówczesnych projektantów.

BTA Office Center Rzymowskiego 34 1997–-1998 Tomasz Kazimierski, Andrzej Ryba, fot.A.Stępień-DąbrowskaBTA Office Center Rzymowskiego 34 1997–-1998 Tomasz Kazimierski, Andrzej Ryba, fot.A.Stępień-Dąbrowska

Architektura lat 90. była jak lustro, w którym odbijały się ambicje i niepokoje pierwszych lat transformacji ustrojowej. Przez całą dekadę jak echo powracało pytanie: „manhattanizować” śródmieście szklanymi biurowcami czy odzyskiwać ciągłość lokalnej tożsamości poprzez architektoniczne nawiązania do historii?

Częściowo odpowiedź znalazła się sama. Jeśli coś wyznaczało jakieś ramy dla budowania w tamtym okresie, były to zdecydowanie dostęp do konkretnych materiałów oraz poziom warsztatowy wykonawców. Problemem był zalew produktami które już dawno przejadły się na Zachodzie, ale na rodzimym rynku mogły jeszcze uchodzić za nowoczesne. Warszawa kusiła zagranicznych inwestorów, „przywożących w teczkach” własne wizje stolicy i własnych architektów. Ich działaniom sprzyjał brak odpowiedniej legislacji. W rezultacie miasto zawłaszczały budynki, których głównym celem był przede wszystkim jak największy zysk - maksymalna kubatura ubrana w banalny stylistyczny kostium.

Nie można powiedzieć tego o architekturze wychodzącej z pracowni Tomasza Kazimierskiego i Andrzeja Ryby. Jeśli lata 90. uznać za wielki architektoniczny spektakl, autorzy pawilonu McDonald’s przy Sezamie, Atrium czy budynku-okrętu dla Centrali BGŻ byli mistrzami ceremonii, idealnie ogrywającymi pojęcie reprezentacyjności. Biurowiec BTA przynosi ciekawy wątek powracający w architekturze dekady - inspiracjee architekturą dekonstrukcji, choć siłą rzeczy dające efekty dość… konserwatywne (w tym nurcie powstał m.in. Kolmex przy Grzybowskiej). Projektanci okresu transformacji nie funkcjonowali w bańce, ale ich możliwości bywały ograniczone. W przypadku BTA przełamywanie tektoniki budynku poprzez proste przenikanie i kontrastowanie brył zostało przez twórców ochrzczone mianem „romantycznego techno”.

Flower House Różana 8/10, Grażyny 9 1997-–1998 Szymborski & Zielonka Architekci, fot.Stępień-DąbrowskaFlower House Różana 8/10, Grażyny 9 1997-–1998 Szymborski & Zielonka Architekci, fot.Stępień-Dąbrowska

Flower House to jedna z pierwszych warszawskich realizacji developera Echo Investment. To również obiekt ilustrujący ciekawy (choć może nie tak niespodziewany) zwrot akcji w architekturze stolicy lat 90. Wraz z drugą połową dekady wypolerowane kamienne elewacje biurowców zyskują coraz bardziej widoczną stylistyczną przeciwwagę.

Architekci i użytkownicy odkrywają na nowo elegancję i monochromatyczność przedwojennego modernizmu. Poziome pasy okien, tarasy na dachu i oszczędność form składały się na kolejną odsłonę mieszkaniowego snobizmu. Choć ciążenie ku architekturze funkcjonalizmu można zinterpretować jako jeszcze jeden „historyzm” lat 90. (będący efektem podobnych poszukiwań, co np. kompleks przy Konstancińskiej), warto zauważyć, jak poszerza i tak pojemny słownik stylów i odniesień charakterystycznych dla dekady.

Lata 90. to nie tylko Hotel Sobieski, szkło refleksyjne i kolorystyczne kontrasty - to także budynki takie jak Flower House, osiedle Hozjusza, domy przy Sobieskiego 110 czy Piotra Skargi 11.

 

 

Artykuł powstał dzięki wsparciu finansowemu m.st. Warszawa

autorka: Aleksandra Stępień - Dąbrowska