autorka: Anna Cymer

W historii Rotundy niczym w soczewce widać wiele polskich problemów architektonicznych, przestrzennych i ekonomicznych. Razem złożyły się na fatalny efekt.

 fot. Anna Cymerfot. Anna Cymer

Choć od otwarcia nowej Rotundy nie minęły jeszcze dwa miesiące, wydaje się, że już się do niej przyzwyczailiśmy. Raziła w pierwszej chwili, dziś mało kto zwraca na nią uwagę. Tak jest chyba skonstruowana ludzka psychika – przestajemy reagować na rzeczy zjawiska, na które nie mamy wpływu, które już się wydarzyły i które się nie zmienią. Łatwo zapomnieć, nie mając stale przed oczami porównania, jak bardzo nowa Rotunda różni się od pierwowzoru.

I co z tego, można by zapytać? Nic już się z tym nie zrobi. Starej Rotundy nie ma, nowa jest czysta i mieści kawiarnię, a więc wreszcie oferuje coś każdemu. W  ogólnym rozrachunku bilans jest dodatni. Można by się z tym zgodzić, gdyby nie fakt, że w historii Rotundy skupiło się wiele wyjątkowo niebezpiecznych zjawisk i precedensów. Nie można także przejść do porządku dziennego nad faktem, że państwowa instytucja (w tym wypadku bank) ma tak mało szacunku dla dziedzictwa kulturowego. 

Historia „odbudowy”

Warto przypomnieć – kilkanaście lat temu pojawiły się plotki, że właściciel Rotundy – PKO Bank Polski – chce rozbiórki pawilonu z zygzakowatym dachem, aby móc zastąpić go znacznie większym obiektem. To na szczęście pozostało w sferze deweloperskich marzeń, ale Rotunda już wtedy została skazana za likwidację. Na przełomie 2009 i 2010 roku odbył się konkurs architektoniczny na projekt nowego pawilonu. Wśród konkursowych wymogów znalazł się zapis, że nowa bryła powinna naśladować charakterystyczną sylwetkę, wymyśloną w latach 60. przez Jerzego Jakubowicza, jednak ma być obiektem nowoczesnym. Pierwszą nagrodę przyznano wizji gdańskiej pracowni KD Kozikowski Design, która w miejscu Rotundy widziała szklany walec wypełniony wewnątrz strukturą, przypominającą posadzoną na słupach połówkę jajka. Projekt był tak fatalny, że nie bronił go nawet sam bank.

W tym samym czasie trwały dramatyczne apele o obronę Rotundy, MSN zorganizowało debatę na jej temat, a setki osób podpisywały petycję, aby zachować obiekt jako ważny symbol Warszawy. Wtedy też pojawiły postulaty wpisania pawilonu do rejestru zabytków. Choć niektórym taki wpis wydał się oczywisty, bo Rotunda to nie tylko nowatorska forma, lecz także niezwykle ważny obiekt w świadomości mieszkańców i dziejach miasta, nie spotkał się z pozytywnym przyjęciem większości. Ówczesna wojewódzka konserwator zabytków Barbara Jezierska zachęcała bank do zachowania pawilonu, ale bez otoczenia go ochroną urzędową. Mówiła: „Załóżmy, że uruchomimy procedurę wpisu Rotundy do rejestru zabytków. Z odwołaniami do ministra kultury i sądów administracyjnych ta procedura może zająć dwa lata. Czy nie prościej poprzestać na modernizacji budynku?”.

Rotunda i Universal, 1965 r. fot. Jerzy Piasecki / NACRotunda i Universal, 1965 r. fot. Jerzy Piasecki / NAC

Wtedy też wśród przeciwników ocalenia Rotundy popularny stał się argument o tym, że pawilon nie jest oryginalną konstrukcją – przecież 15 lutego 1979 roku w banku miał miejsce tragiczny wybuch gazu, w wyniku którego budynek został zniszczony. Abstrahując od nagłego przywiązania do oryginalności tkanki w mieście podniesionym z ruin w drugiej połowie XX wieku, o tym, jak bardzo zmyślony był to argument, niech świadczy fakt, że gdy na początkowym etapie  rozbiórki konstrukcja okazała się bez wątpienia w pełni oryginalna, pasja do ochrony autentycznej tkanki minęła. 

W wyniku petycji, protestów i debat, po pierwszym konkursie na nowe wcielenie Rotundy właściciel budynku zmienił front. W 2013 roku odbyły się konsultacje społeczne (choć od dawna było jasne, że w Rotundzie będzie bank i, od dawna znany był pogląd mieszkańców, którzy chcieli w pawilonie funkcji publicznych) i konkurs architektoniczny. Efektowna nazwa wydarzenia –- Changing The Face 2013 Rotunda Warsaw – i szum, mający pokazać, jak wielkim szacunkiem cieszy się Rotunda i jak doskonale rozumiane jest jej znaczenie w mieście, wzbudziły pozytywne emocje., Zbudowały poczucie, że pawilon będzie trwał.

Kolejny konkurs na projekt nowej Rotundy, w którym już oczekiwaniem organizatora było odtworzenie kształtu pawilonu, wygrała krakowska pracownia Gowin&Siuta, pokazująca wizualizacje rozświetlonego, przejrzystego pawilonu o tym samym kształcie i podziałach. W 2017 roku rozpoczęła się rozbiórka bankowego budynku (na chwilę wstrzymana nieskuteczną interwencją stołecznego konserwatora zabytków, Michała Krasuckiego, który powołał się na ekspertyzy mówiące o autentyczności konstrukcji i apelował o jej ocalenie). Niedługo później rozpoczęła się budowa nowej – ale przecież zarazem „starej”, bo „odbudowanej” – Rotundy. 

Bilans strat

Pod koniec listopada 2019 roku nowy pawilon został otwarty. Już na etapie budowy można było się zorientować, że o „odbudowie” nie ma mowy, bo nowy obiekt nie jest kopią poprzednika. Gdy gmach stanął, wszystko stało się jasne. „Dogłębna analiza tych geometrii, oraz ich wzajemnych zależności i powiązań, miała na celu przywrócenie i maksymalne wyeksponowanie pozytywnych relacji przestrzennych budynku” –- podkreślali Bartłomiej Gowin i Krzysztof Siuta w opisie swojego projektu. Nie trzeba być znawcą architektury, specjalistą od konstrukcji ani nawet estetycznie wyedukowaną osobą, by gołym okiem dostrzec toporność proporcji nowego pawilonu, brak poziomych podziałów oraz, kompletne zaburzenie relacji przestrzennych w wysmakowany sposób opracowanych przez Jerzego Jakubowicza.

Dobra architektura działa tak, że patrząc na nią, nie trzeba rozpracowywać wszystkich zastosowanych rozwiązań czy detali. Gdy bryła ma harmonię i ład proporcji, podziałów materiałów, po prostu „działa”. Taka była stara Rotunda. Dopiero dziś, gdy ją porównać z następczynią, widać sens i cel opracowanych przez Jerzego Jakubowicza form. Na nową Rotundę patrzy się długo, bo oko niełatwo akceptuje jej kształt. Niby wszystko jest na swoim miejscu – zygzakowaty, zagłębiony dach czy szklane elewacje ujęte w wąskie listwy – ale od razu czuć, że „coś się nie zgadza”. Nie mając przy sobie zdjęcia pierwowzoru trudno dostrzec, z jakimi elementami brył Gowin i &Siuta sobie nie poradzili. Nawet bez tego ogląda się nową bryłę z pewnym dyskomfortem. To jest objaw tego, że – podobna czy nie - nowa Rotunda jest po prostu źle zaprojektowanym budynkiem - płaskim, przysadzistym, topornym. 

Rotunda przed rozbiórką, grudzień 2016, fot. P. Jastrzębska; Rotunda po odbudowie, fot. Anna CymerRotunda przed rozbiórką, grudzień 2016, fot. P. Jastrzębska; Rotunda po odbudowie, fot. Anna Cymer

Niestety nie jest lepiej, gdy wejdzie się do wnętrza. Owszem, bank dotrzymał słowa i piętro pawilonu zajęła ogólnodostępna kawiarnia. Prowadzi do niej jednak wąskim korytarzem inne wejście niż do holu bankowego – to pewnie można wytłumaczyć względami bezpieczeństwa. Niestety trudniej obronić wystrój pawilonu. Niczym się on nie różni od tysięcy korporacyjnych wnętrz, budowanych na całym świecie w najbardziej typowych biurowcach.

Podobno w Rotundzie działa najnowocześniejszy oddział bankowy w Polsce. Może to prawda, jednak nie przełożyło się to na oryginalność  wystroju. Od stanowisk obsługi klientów, po kawiarnię na piętrze – wnętrze Rotundy jest całkowicie pozbawione charakteru i mogłoby być bez żadnej szkody czy różnicy przeniesione do któregokolwiek z nowszych biurowców na Woli. Bezosobowe, pozbawione wyrazu meble z katalogu nie budują klimatu (podczas otwarcia Rotundy zachwycano się pluszowymi kamieniami – czy na pewno jest to dizajn, jakiego oczekujemy od tak zlokalizowanego i tak rozpoznawalnego obiektu?). W nowej Rotundzie złe jest chyba wszystko. Przeznaczenie maleńkiego, ogrodzonego płotem, zagłębionego w ziemi „skwerku” od strony ulicy Widok z kamiennymi schodami do siedzenia i zielonymi ścianami, pozostaje nieznane. Stojaki rowerowe wkomponowane w kamienną ławkę dostawioną do pawilonu zmuszają użytkowników do przypinania jednośladów w poprzek ruchliwego chodnika i z pewnością zostały zaprojektowane przez kogoś, kto  nigdy nie używał roweru w mieście.

Wnętrze Rotundy, fot. Anna CymerWnętrze Rotundy, fot. Anna Cymer

Deweloperskie poligony

Rotunda była drugim – po Pałacu Kultury i Nauki – najbardziej rozpoznawalnym budynkiem w Warszawie. Co więcej, budziła znacznie bardziej pozytywne uczucia i większości kojarzyła się z przyjemnymi doświadczeniami (umawianie się „pod Rotundą” ze znajomymi czy na randki było doświadczeniem wielu pokoleń mieszkańców Warszawy). Była po prostu lubiana. To nie był zwykły budynek, który zwykle bez większej szkody można modernizować, przebudowywać, a nawet zastępować nowym wcieleniem. Jest pewien zbiór obiektów, które – mając szacunek do szeroko rozumianego dziedzictwa – należałoby traktować wyjątkowo, ze znacznie większą wrażliwością. Rotunda nie tyle była jednym z takich budynków w Warszawie, co stanowiła najważniejszy z nich. Właścicielowi pawilonu tej wrażliwości zabrakło – pod płaszczykiem „odbudowania” obiektu (który sam rozebrał!), bank stworzył bezosobową placówkę bankową, której imitujący poprzednika kształt był co najwyżej obciążeniem, bo na pewno nie podmiotem tego projektowego przedsięwzięcia. Nie zdobyto się nawet na gest wspomnienia dawnej Rotundy w jej „nowej wersji” – choćby w formie niewielkiej wystawy czy ekspozycji zachowanych detali z jej wystroju czy bryły.

Czy można się temu dziwić? Władze Warszawy już wiele lat temu ze Ściany Wschodniej uczyniły poligon dla działań deweloperskich – jakby naprzeciw Pałacu Kultury nigdy nie znajdowało się wybitne, nowoczesne, przyjazne ludziom i doskonałe architektonicznie założenie urbanistyczne (podobne,  budowane w tym samym czasie w Rotterdamie wielofunkcyjne kompleksy są dziś pieczołowicie remontowane). Dlaczego więc mamy oczekiwać wrażliwości na architektoniczne dziedzictwo od banku? Dla Ściany Wschodniej już dawno nie było ratunku i każdy kolejny gest wobec niej potwierdza, jak powszechne jest traktowanie miejskiej tkanki jak firmy, która ma zarabiać. 

Rotundy szkoda najbardziej, bo to absolutnie wyjątkowy obiekt dla Warszawy. Po dewastacji Ściany Wschodniej jej przebudowa na pozbawiony finezji szklany klocek staje się „wisienką na torcie”. Na tym tle jeszcze bardziej przejmujący jest fakt, że dziś jedynym elementem urbanistycznego założenia projektu Zbigniewa Karpińskiego, które najpewniej ocaleje, jest opuszczony od lat i tragicznie zaniedbany budynek Kina Relaks. Wiosną 2019 roku został wpisany do rejestru zabytków.

 

 

Artykuł powstał dzięki wsparciu finansowemu m.st. Warszawa.

autorka: Anna Cymer

historyczka architektury, zajmuje się głównie architekturą nowoczesną i najnowszą. Stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, w 2018 roku ukazała się jej książka "Architektura w Polsce 1945-1989".