autor: Paweł Brylski

Od średniowiecznych zamków, przez barokowe pałace po postmodernistyczne gmachy – warszawskie szkoły powszechne w XX i XXI wieku przybierały wiele architektonicznych form.

 IX Liceum Ogólnokształcące im. Klementyny Hoffmanowej przy ul. Emilii Plater 29. Źródło: wikipedia.org IX Liceum Ogólnokształcące im. Klementyny Hoffmanowej przy ul. Emilii Plater 29. Źródło: wikipedia.org

Gotycki początek XX wieku

Historia edukacji powszechnej w Warszawie zaczyna się od średniowiecznego zamku, a nawet dwóch, które na początku XX wieku zostały wzniesione według projektów Henryka Juliana Gaya w ówczesnych dzielnicach nędzy: na Powiślu i Pradze Północ. Architektura nawiązująca do gotyku realizowała przeświadczenie panujące w ówczesnym środowisku architektonicznym, że przyszłość projektowania należy do kostiumu historycznego i że należy używać cytatów z architektury epok, w których wspólnota narodowa rozwijała się najdynamiczniej. W Polsce miał to być renesans i późny gotyk.

Usytuowana na Powiślu, przy ulicy Drewnianej, szkoła przetrwała do dzisiaj. Przypomina zamczysko narastające epokami, dobór materiałów w przyziemiu i wyższych partiach może dawać złudzenie, jakoby budowla rozwijała się w gotyku na podwalinach romańskich. Praski gmach, zniszczony w czasie wojny, był zrealizowany z czerwonej cegły. Mieścił się w pobliżu skrzyżowania ulic Sierakowskiego i Kłopotowskiego, gdzie obecnie znajduje się Urząd Dzielnicy Praga-Północ. Dziś można sobie tylko wyobrażać, jak się komponował z ukończonym w zbliżonym czasie i pomyślanym w podobnym guście kościołem św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika (od 1992 roku praską bazyliką katedralną).

Budowa pierwszych dwóch szkół należących do miasta zbiegła się z wywalczonym w rewolucji 1905 roku i strajku szkolnym prawem do nauczania w języku polskim i jest ważnym zwrotem w historii powszechnego szkolnictwa i projektowania dla oświaty. Pierwsze dwie szkoły miejskie nie były jednak pierwszymi budynkami planowanymi od samego początku z myślą o edukacji.

Szkoła przy ul. Dobrej 41, źródło: warszawa.ap.gov.pl. Zespół Szkół nr 69 przy ul. Dobrej 41 obecnie, źródło: wikipedia.orgSzkoła przy ul. Dobrej 41, źródło: warszawa.ap.gov.pl. Zespół Szkół nr 69 przy ul. Dobrej 41 obecnie, źródło: wikipedia.org

Inspiracje renesansem i barokiem w budownictwie szkolnym

Spośród wszystkich szkół o charakterze prywatnym na szczególną uwagę z architektonicznego punktu widzenia zasługuje obiekt przy ulicy świętej Barbary, przeznaczony dla Zakładu Wychowawczo-Naukowego prowadzonego przez Stefanię Tołwińską. Jedną z ważniejszych cech tej szkoły z 1902 roku była wielofunkcyjność. Ściany działowe wewnątrz pięter miały być rozsuwane, co pozwalało dynamicznie kształtować przestrzeń i dopasowywać ją do bieżących potrzeb pedagogicznych. Autorem budynku był czynny głównie w Odessie architekt obiektów użyteczności publicznej w Imperium Rosyjskim i brat dyrektorki placówki – Mikołaj Tołwiński.

Pokrewieństwo architekta i pedagożki okazało się brzemienne w skutkach dla warszawskiej architektury, w kolejnych latach bowiem architekt z synem Tadeuszem zaprojektowali zespół gmachów Szkoły Tramwajowej przy ulicy Młynarskiej (obecnie III Liceum Ogólnokształcącego im. gen. Sowińskiego przy ulicy Rogalińskiej). Następnie w tym samym stylu barokowego pałacu Tadeusz Tołwiński oddał Państwowe Gimnazjum (dziś II Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Dwujęzycznymi) im. Stefana Batorego przy ulicy Myśliwieckiej.

I Państwowe Gimnazjum i Liceum Męskie im. Stefana Batorego przy ul. Myśliwieckiej 6 w Warszawie, źródło: Narodowe Archiwum CyfroweI Państwowe Gimnazjum i Liceum Męskie im. Stefana Batorego przy ul. Myśliwieckiej 6 w Warszawie, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Modernistyczne szkoły dwudziestolecia międzywojennego

Jednak ani średniowieczne zamki, ani barokowe pałace nie zaważyły na architekturze szkolnej tak, jak to zrobił modernizm. Najwięcej szkół w Warszawie powstało w ramach dużych akcji budowlanych lat 30. i 60., czyli w czasach, gdy architekci odrobili lekcje z nowoczesności. Z publikacji Gmachy szkół powszechnych m.st. Warszawy pobudowane w latach 1925–1928 dowiadujemy się, że 10 lat po odzyskaniu niepodległości miasto posiadało 15 szkół drewnianych i 16 murowanych, z czego jedynie osiem wybudowano od podstaw na potrzeby szkolne. Było to mało jak na 75 tysięcy objętych obowiązkiem nauczania dzieci w mieście. Jako wzorcowy dla koncepcji architektonicznych lat 20. wskazano budynek szkolny przy ulicy Otwockiej na Szmulowiźnie. Większość z oddziałów szkolnych prowadziło zajęcia w wynajmowanych pomieszczeniach.

Przełomowym momentem w rozbudowie infrastruktury miejskich szkół było dojście do władzy Stefana Starzyńskiego. Prezydent chciał, żeby Warszawa była wielka. Zapamiętany został między innymi jako wizjoner, któremu wojna przeszkodziła w realizacji wielkich planów. Marząc o Warszawie przyszłości, mieście o innej skali i warunkach życia niż zastanego przez niego, skonstruowane w XIX wieku, dokonał jednego z bardziej wizjonerskich gestów: doprowadził do budowy kilkudziesięciu budynków szkolnych, zazwyczaj kilkuoddziałowych, które są ważnym i nieco zapomnianym dziedzictwem warszawskiego funkcjonalizmu.

Szkoła Powszechna przy ulicy Ożarowskiej, 1937,  zachowane sgrafitto. Fot.  P. JastrzębskaSzkoła Powszechna przy ulicy Ożarowskiej, 1937, zachowane sgrafitto. Fot. P. Jastrzębska

Decyzję o rozbudowie infrastruktury szkolnej Starzyński podjął niedługo po objęciu władzy w stolicy. W realiach wielkiego kryzysu najem lokali na potrzeby edukacyjne był mniej opłacalny niż spłata kredytu za budowę całkiem nowej infrastruktury. Do zaprojektowania szkół zaprosił architektów tej klasy, co Juliusz Żórawski czy Romuald Gutt. Lokalizacje szkół były podyktowane po części możliwościami komunalnymi, a po części potrzebami demograficznymi. Gmachy powstawały najczęściej na niedawnych peryferiach, które po przyłączeniu do Warszawy stawały się nagle dynamicznie rozwijającymi się dzielnicami. Od tych szkół o ciekawych modernistycznych bryłach i detalach, z przedstawiającą syrenkę sgraffitem na licach zaczyna się projektowanie szkół w nowoczesnym duchu.

Ku najbardziej funkcjonalnej formie budynków szkolnych

 Teren obecnego Zespołu Szkół nr 36 im. M. Kasprzaka, przy ulicy Kasprzaka 19/21. Widok od strony ulicy Brylowskiej na warsztaty szkolne, 1954/55, zbiory Aldony Szpejn / Społeczne Archiwum WarszawyTeren obecnego Zespołu Szkół nr 36 im. M. Kasprzaka, przy ulicy Kasprzaka 19/21. Widok od strony ulicy Brylowskiej na warsztaty szkolne, 1954/55, zbiory Aldony Szpejn / Społeczne Archiwum Warszawy

Poszukiwanie formy dla budynku szkolnego rozgrywało się w Warszawie na rozpiętej skali między pałacem a pawilonem. Z jednej strony wznoszono więc omówione już budynki naśladujące rezydencje i ubrane w historyczny kostium, z drugiej – realizowane takie, w których forma podążała za funkcją, a budynek, jak maszyna, był piękny, gdy działał, a zatem, w tym wypadku, gdy zaspokajał potrzeby dydaktyczne. Architekci reprezentujący ten nurt podchodzili do zadania z naukową precyzją, badali ergonomię i ruch słońca, a następnie szukali rozwiązań, tak by pomieszczenia w sposób optymalny spełniały zadania. Najwięcej budynków szkolnych w Warszawie powstało właśnie w duchu funkcjonalizmu, stąd też najbardziej typowa szkoła to obiekt horyzontalny charakteryzujący się stałym rytmem dużych okien.

Pierwsze badania nad typowością budynku szkolnego podjęto jeszcze przed latami 60. i 70, gdy budowano najwięcej – w czasach panowania doktryny socrealistycznej i poniekąd wbrew niej. Środowisko architektoniczne testowało rozwiązania nowoczesności, porzucało na tym polu gigantomanię i architekturę neoklasyczną na rzecz funkcjonalizmu. Z tego też okresu pochodzą studia nad pierwszym wzorcem tak zwanej tysiąclatki.

Blisko 60 nowych szkół w Warszawie na 1966 rok

 Tablica Szkoła Tysiąclecia, ul. Śliska 5, Warszawa. Fot Adrian GrycukTablica Szkoła Tysiąclecia, ul. Śliska 5, Warszawa. Fot Adrian Grycuk

Szkoły-pomniki tysiąclecia państwa polskiego to fenomen. O mocy zjawiska świadczy przekonanie większości osób, które przeszły edukację w budynkach pochodzących z epoki Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, że chodziły do tysiąclatki, nawet więcej, do „typowej tysiąclatki”. Sprawa jest bardziej złożona. Nie każda rzekoma „typowa tysiąclatka” była szkołą-pomnikiem Tysiąclecia Państwa Polskiego, a wśród właściwych tysiąclatek powstało wiele budynków zarówno typowych, jak i nietypowych. Za siłę oddziaływania akcji odpowiada wybitne hasło, jedno z lepszych w historii polskiej myśli reklamowej. Zdanie „Tysiąc szkół na tysiąc lat” ma w sobie siłę, prostotę i rytm, nie dziwi więc, że działa na wyobraźnię.

Uprzedzając rocznicę jubileuszu państwa polskiego, między 1959 a 1966 rokiem, funkcjonował państwowy system budowania obiektów szkolnych za pieniądze pochodzące ze składek. System finansowania był bardzo niejednorodny, niektóre szkoły były finansowane kierunkowo przez instytucje, zakłady pracy lub grupy społeczne, ale na fundusz składały się też indywidualne wpłaty w formie cegiełek, a nawet ekwiwalenty pracy. Cel wybudowania tysiąca szkół został osiągnięty i przekroczony. W całym kraju wybudowano 1423 szkoły podstawowe, średnie i zawodowe, z czego w Warszawie około 60.

Budynki wzorowane na szkołach-pomnikach

XVII Liceum Ogólnokształcące im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, pierwsza szkoła-pomnik w Warszawie, otwarte 28 czerwca 1960 roku, fot. Mateusz M. Opasiński / wikipedia.orgXVII Liceum Ogólnokształcące im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, pierwsza szkoła-pomnik w Warszawie, otwarte 28 czerwca 1960 roku, fot. Mateusz M. Opasiński / wikipedia.org

W ramach akcji zostały wdrożone najbardziej charakterystyczne modele szkół pochodzące z pracowni Zofii Fafiusowej i Tadeusza Węglarskiego. Pierwszy projekt pochodził jeszcze z lat 50. i był typowy dla pierwszej fazy budowy szkół-pomników. Według niego wybudowano między innymi pierwsze cztery warszawskie tysiąclatki, w tym Liceum im. A. Frycza Modrzewskiego przy ulicy Elektoralnej. Z tej samej pracowni architektonicznej pochodzi też koncept budynku szkolnego charakterystyczny dla końca akcji.

O ile pierwszy model można rozpoznać po pionowym oknie czterodzielnym, o tyle charakterystycznym elementem modelu późniejszego jest kwadratowe okno siedmiodzielne. Zaprojektowane wtedy rozwiązania były realizowane na dużą skalę już po zakończeniu akcji budowy tysiąca szkół na tysiąc lat. Szkoły powstawały z prefabrykatów i miały stałe normy, a ich budowę dyktowały wyłącznie miejscowe potrzeby. Najbardziej typowe szkoły zatem często nie są tysiąclatkami, natomiast na liście szkół-pomników można znaleźć wiele rozwiązań nietypowych.

Niesztandarowe, prawdziwe szkoły tysiąclatki

Zespół Szkół Nr 31 im. Jana Kilińskiego w Warszawie. Widoczna mozaika autorstwa Gabriela Rechowicza. Źródło: wikipedia.orgZespół Szkół Nr 31 im. Jana Kilińskiego w Warszawie. Widoczna mozaika autorstwa Gabriela Rechowicza. Źródło: wikipedia.org

Jednym z nich jest zaprojektowana przez Tadeusza Iskierkę szkoła na ulicy Or-Ota, która nie tylko realizuje corbusierowskie zasady nowoczesnej architektury, lecz także w sposób charakterystyczny dla Warszawy posługuje się szarą cegłą cementową. Największą i najdroższą była Szkoła Rzemiosł przy ulicy Zajączka (dziś to Zespół Szkół nr 31 im. Jana Kilińskiego), której projekt wyłoniono w konkursie Stowarzyszenia Architektów Polskich. Charakteryzowała się ona unikalnymi mozaikami Hanny i Gabriela Rechowiczów. Wybitnym przypadkiem architektonicznym jest też szkoła podstawowa Jacka Nowickiego przy ulicy Przasnyskiej na Zatrasiu, którą zaplanował jako część kompozycji autorskiej jednostki sąsiedzkiej. Do dziś zainteresowanie projektantów wzbudza zastosowanie architektury krajobrazu jako części zamysłu, a także drzwi z pomieszczeń lekcyjnych, które prowadzą bezpośrednio do ogrodu.

Z przyczyn ekonomicznych większość szkół wybudowanych w ostatnich dekadach PRL-u były to prefabrykowane, typowe projekty, mimo interesujących prób innowacji, do których zaliczyć trzeba chociażby prace Marka Budzyńskiego z zespołem dla Ursynowa Północnego.

Budownictwo dla edukacji na przełomie wieków

Po transformacji ustrojowej większość uczennic i uczniów wciąż chodziła do szkół wybudowanych w poprzedniej epoce. W temacie budownictwa szkolnego odzwierciedlił się wtedy radosny lokalny postmodernizm. Wszystkie osoby żałującego wrocławskiego Solpolu powinny zwrócić uwagę na szkoły ze Spółdzielni Architektów „Pro Arte” (Jerzy Grochulski, Marcin Oborski, Stanisław Stefanowicz, Michał Zwoliński). Zespół ten zaprojektował budynki na Bemowie (przy ulicy Oławskiej) i Ursynowie (przy ulicy Kopcińskiego). Drugi obiekt, śmiało posługujący się kolorem, trafił na listę dóbr kultury współczesnej.

Szkoła Podstawowa z Oddziałami Integracyjnymi nr 343 im. Matki Teresy z Kalkuty. Fot. M. LeszczełowskiSzkoła Podstawowa z Oddziałami Integracyjnymi nr 343 im. Matki Teresy z Kalkuty. Fot. M. Leszczełowski

W ostatnich latach odżył temat projektowania dla edukacji, a najnowsza jego historia pisze się tu i teraz. Rok 2012 był kolejnym przełomowym momentem w historii architektury, a wszystko zaczęło się w czasie przygotowań do mistrzostw Europy mężczyzn w piłce nożnej w Polsce i Ukrainie. Wymagany do przeprowadzenia zawodów wielki skok modernizacyjny zmuszał miasto do oszczędności, co zaowocowało między innymi wygaszaniem i łączeniem szkół, a w krok za tym protestami środowisk rodzicielskich, sąsiedzkich i aktywistycznych. Jednocześnie narastał problem eksurbanizacji, niekontrolowanego rozlewania się miasta za sprawą relatywnie taniego budownictwa mieszkaniowego. Na słynnej konferencji prasowej prezydentka miasta Hanna Gronkiewicz-Waltz zadeklarowała przeznaczenie na nowe szkoły 366 milinów złotych – kwoty gigantycznej jak na warunki finansowania oświaty i pokazała nową mapę Warszawy. Dostrzegła, że w peryferyjnych dzielnicach Warszawy powstaje najwięcej mieszkań i rodzi się najwięcej dzieci. Miasto zainwestowało w szkoły, ale ich jakość pozostawiło przypadkowi. Nie wszystkie z nowych szkół były nieudane, jednak procedura „Projektuj i Buduj” okazała się ruletką, w której wiedza specjalistyczna środowiska architektonicznego mogła być uwzględniona przez zamawiającego i wykonawcę, ale nie musiała.

Przyszłość budynków dla szkolnictwa

Ostatni fragment tego tekstu jest o nadziei. O wierze, że pewne rzeczy są możliwe, choćby były tak utopijne jak spotkanie odległych środowisk: nauczycieli i architektów, urzędników i technologów, teoretyków i praktyków, żeby wspólnie naprawić coś, co nie działa. Właśnie dlatego rok 2021 uważam za zwrotny w historii projektowania szkół. Biuro Architektury i Planowania Przestrzennego Warszawy ogłosiło wtedy przełomowy dokument Szkoła dobrze zaprojektowana, regulujący standardy i dobre praktyki, od estetyki i akustyki przez wielofunkcyjność po rozwiązania ekologiczne. Główną nagrodę w konkursie architektonicznym Prezydenta m.st Warszawy otrzymała spektakularna szkoła w Wilanowie z pracowni Piotr Bujnowski Architekci. W kategorii budynki użyteczności publicznej bezprecedensowo rywalizowała z innymi wybitnymi szkołami – rozbudową szkoły w Wesołej zespołu xystudio, od lat zaangażowanego w projektowanie dla edukacji, oraz współtworzoną z artystkami, wpisaną w naturalny krajobraz szkołą na Kabatach Macieja Siudy. Nawet jeśli standardy i nowe realizacje nie wymyślają koła, to przypominają, że jest okrągłe, a to już dużo.

Rozbudowana część Szkoły Podstawowej nr 174 z Oddziałami Integracyjnymi w Wesołej. Fot. P. KałaRozbudowana część Szkoły Podstawowej nr 174 z Oddziałami Integracyjnymi w Wesołej. Fot. P. Kała

autor: Paweł Brylski